niedziela, 8 marca 2015

014

   Spoglądam na Nialla, niedowierzając. Obserwuję Go, lustruję Jego twarz. Nie, to jest niemożliwe. Mam już dość. Oddycham niespokojnie, kręcę głową zszokowana minionymi wydarzeniami.
- Nie, Niall. Nie moge, nie..- odzywam się, nie patrząc mu w oczy - Za dużo nieszczęść już spowodowałam, nie zasługuje na żadnego z Was, przepraszam..- kontynuuje, czując tą wielką fale smutku. Horan patrzy na mnie. Jego oczy się nie śmieją, nie są tak radosne jak zwykle. Muszę to wszystko skonczyc, oddalić się, odejść. Nie powinnam tu przyjeżdżać, nie powinnam tu być. Czy w moim życiu nie może być po prostu dobrze?
- Wracajmy juz, Berry. Przeziębisz się - mówi, zmieniając temat. Zranilam Go, ciągle kogoś ranie. Kim ja właściwie jestem? Co ja sobie, do cholery, wyobrażałam? Szepcze w Jego strone ostatnie przeprosiny, ale On juz nic nie odpowiada. Czuję jakby ktoś wyrwał mi serce. Skrzywdiłam ich wszystkich, nie oszczędziłam nikogo. Czemu tak robię? Za dużo pytan, brak odpowiedzi..To mnie dobija, niszczy od srodka. Tylko to jest prawidłowe. Teraz będę cierpieć, cierpieć za nich wszystkich. Tracę poczucie czasu. Nie wiem, która godzina. Idę ramię w ramię z Niallem, idziemy w ciszy. Wreszcie dochodzimy do drzwi mojego apartamentu. W ostatniej chwili, chlopak mocno łapie mnie za łokieć i przyciąga w swoją stronę.
- Berry, przepraszam. Nie powinienem tego mówić, zapomnijmy o tym - zaczyna, nie pozwalając mi nic wtrącić - chcialem Ci tylko powiedziec, ze znam ich. Wybaczą, będą starali sie zrozumiec. Jesteś naprawdę ważną osobą dla Harryego. Nie podejmuj pochopnych decycji i pamietaj, ze zawsze mozesz sie do mnie zwrocic - wyznaje cicho. Jest szczery, czuje to. Nie przekracza tej odczuwalnej granicy pomiedzy nami. Spoglada na mnie ostatni raz i pozwala wejsc do srodka.

***
  To wprost zabawne, jak jedna dziewczyna potrafi wywrócić wszystko do gory nogami. Nieswiadoma swojego wdzięku, piekna i oryginalności. Nieswiadoma tego, jaki swiat jest okrutny. Nieswiadoma, ile niebezpieczeństw na Nia czeka. Doświadczyła duzo w zyciu, ale nadal jest nieswiadoma. Nieswiadoma niczego. Berry. Taka wlasnie jest Berry. Wszyscy straciliśmy dla Niej glowe. Oplotła nas wokol swojego smuklego paluszka, wiedzac jak z nami postępować. Spogladam na Liama. On zaczal. Chcial doznać czegos nowego, chcial Ja miec tylko dla siebie, zapominajac, ze Jego serce jest zarezerowane dla innej dziewczyny. Dla Danielle.
- Nie wiem co tak na mnie podziałało. Zapomnialem o otaczającym mnie swiecie - mowi Payne, patrzac przed siebie. Zabawne, ze tez tego doznałem - Nie kocham Jej, wiem to. Jest we mnie cos innego, cos co sprawia ze musze wiedziec, czy jest bezpieczna. Cos mi kaze trwac przy Niej i pilnować, dbac o Nia. Chcialem Ja blizej poznac, dowiedziec sie czegos..- tłumaczy, ale ja mu przerywam. 
- Dlatego chciales Ja gdzies zabrac? 
- Tak - odpowiada, bez zbędnych zastanowien. Wzdycham gleboko, zastanawiajac sie jaki jest sens tego wszystkiego. Ochłonąłem, zdecydowanie ochlonalem po naszej kłótni. Jedna dziewczyna skłóciła najlepszych przyjaciół. Jestem pewny, ze Ona tego nie chciala. Jest za bezronna i niewinna, delikatna. Zostalismy we dwojke. Harry po pewnym czasie po prostu wyszedl, Louis zniknal bez slowa, a Niall nadal nie wrocil. Gdzie jestes, Berry? Skarbie, wróć do mnie. Brakuje mi jej. Tego pieknego usmiechu, figlarnego spojrzenia, poczucia humoru i beztroskosci. 
Klepie Liama po ramieniu, moja zlosc powoli przemija. 
- Liam, zadbaj o Damielle. Jest niesamowita dziewczyna. Nie mowie tego, tylko dlatego, zebys dal spokoj Jej. Nie chce, zebys potem cierpiał. Nie zmarnuj swojej okazji. Spotkaj sie z Dani, zaproś ja do nas. Kochasz Ja, nie zmarnuj Waszej milosci, nie zaniedbaj tych uczuc - radze mu szczerze. Nie mam złych zamiarów co do Niego. To Liam. Nie mozemy pozwolic zniszczyć nasza przyjazn. Niezważając na to, jak nasze uczucia sa silne, nie mozemy zapomniec o tym, co nas wszystkich łączy. Nie mozemy zapomniec o sobie. 
Liam wstaje z miejsca i kiwa glowa - masz racje, Zayn. Kocham Danielle - mowi pewny swoich slow. Wyciąga telefon i wybiera numer dziewczyny. Usmiechniety wychodzi z pokoju. Milosc lekarstwem na wszystko, prawda? 
A co jezeli kocha sie osobe, ktora jednoczesnie rani?
To juz jest zabawne, absurdalne. 
Milosc. 
Absurdalna ta milosc. 

***
  Koniec. Koniec tego wszystkiego. Wkładam ostatnia bluzke do walizki. Jestem sama, jest tak jak kiedys. Zdalam sobie sprawe z tego, ze najwyrazniej nie zasługuje na chwilowe szczescie. Nie zasługuje na przyjazn, milosc. Wracam. Wracam do Holmes Chapel, ktorego nie powinnam nigdy opuszczać. Wzdycham gleboko, wychodzac na balkon. Naprawde bede tesknic za tym. Stolica, Londyn. Zawsze chcialam tu mieszkac. Mialam okazje, spieprzyłam. Nic dziwnego w tym nie ma. Powinnam sie chyba do tego przyzwyczaic. Nie moge miec czegos dlugo, nie potrafie z tego prawidłowo korzystac. Wszystko sie po pewnym czasie wali. Jestem nieudacznikiem swojego, wlasnego losu. Wroce do domu, zaczne inaczej. Moja i Harryego przyjazn znow dlugo nie potrwała. Po co to wszystko bylo? Nienawidze siebie. Sklocilam ich, a chcialam poczuc cos innego. Oni traktowali mnie tak niesamowicie, a ja to zaprzepaściłam. No coz, Berry. Gratulacje. To chyba koniec podrozy w jednym kierunku. Pakuje ostatnie drobiazgi, dlugo tu nie bylam, wiec na szczescie wszystkich swoich rzeczy tu nie mam. Nie rozmawialam z nimi od wczoraj. Nie wychodzilam, przez caly czas tak naprawde bylam w sypialni. Niall mowil zebym nie podejmowała pochopnych decycji, ale ja sie nad tym zastanowiłam. Opuszczę Banany. Raz, i na zawsze. 
Banany. Wtedy bylo dobrze. Nie doceniałam tego. Banany.
Na mojej twarzy na chwile pojawia sie usmiech, gdy przypominam sobie niektore sytuacje. Nawet nie wiem, kiedy zaczelam ich lubic. Przeoczyłam ten moment. 
Uciekam. Zostawiam to miejsce, wiedzac ze beze mnie bedzie im lepiej. Nawet sie nie łudzę, ze beda tesknic. 
Spogladam na pianino. Siadam przy instrumencie. Pamietam te młode czasy, gdy razem z Harrym spędzaliśmy godziny, grając na roznych instrumentach.  Ile bym dala, zeby wrocic do slodkiego dzieciństwa. To zabawne, ze czlowiek docenia, gdy straci. Naciskam pojedyncze klawisze. Ta melodia jest piekna. Uwielbiam grac. Przymykam oczy, uspokajam sie i relaksuje.  
- Nie wiedzialem, ze potrafisz grac - slysze znajomy glos. Zamieram w bezruchu. Tomlinson. Louis Tomlinson. Nic nie mowie, nie odpowiadam. Siada przy mnie. Naciska w pare klawiszy, zna sie na tym. Co On tu robi? - Wiec, juz zdecydowałaś - stwierdza, spogladajac na walizki. Podnosze wzrok. Wlasnie tego sie balam. Kontaktu z którymś z nich. 
- A mam inne wyjscie? - odzywam sie cicho, patrzac na Niego katem oka. Boje sie, po prostu sie boje. Czuje strach, ktory wyniszcza wszystko od srodka. 
- Zawsze jest jakies inne wyjscie, Cher - odpowiada. Cher? Posylam mu zdziwione spojrzenie - tak, wreszcie sie dowiedziałem jak masz na drugie imie - odpowiada, z cichym smiechem. Usmiecham sie. Lekko, mimowolnie. Tesknilam za nimi, za innymi ludzmi. Samotnosc nie jest dobra. Samotnosc marnuje czlowieka - uciekniesz od tego albo stawisz czoła problemom, spróbujesz naprawic to co zniszczylas - dodaje cicho, po paru sekundach. Posyla mi usmiech i wstaje. Kieruje sie do wyjscia. Odwraca sie, patrzy na mnie - Harry potrzebuje siostry, a nam przydałaby sie taka idiotka przy boku - wypowiada ostatnie slowa. Usmiecham sie. Znow potrafie sie usmiechnac. Szatyn wychodzi, zostawia mnie. Musze to przemyśleć.

---------------------------------
Nie wiem co ja wyprawiam! 
Tyle czasu juz minelo. 
Przepraszam, tak szczerze.
Czytalam dzisiaj rano mojego bloga.
I naszło mnie na napisanie, wiec o to i jest rozdział. 
Pewnie juz nikogo tu nie ma, no ale
ENJOY!