środa, 18 lipca 2012

011.


- Oczy już mnie pieką – mruknęłam, lekko przymykając powieki.
- Wytrzymasz. – szturchnął mnie Horan, śmiejąc się cicho.
- Moje włosy. – burknął Zayn – Może, jeszcze zwiększycie strumień, co? – zapytał z ironią.
Po wypowiedzi Malika, jak na zawołanie Liam, odkręcił jeszcze mocniej kurek z wodą.
A co robię? Stoję sobie właśnie, z czwórką idiotów (potocznie zwanych 4/5 One Direction, taki szczegół) pod prysznicem w ‘’ Ich wspólnym mieszkaniu ‘’ .
Czemu?
Mam być szczera?
Nie mam pojęcia. Serio.
Na ten inteligentny pomysł wpadł Błyskotliwy Lokowany Banan, Harrold.
- Harry, ja się czasem zastanawiam, jak w ogóle my możemy być spokrewnieni, ciulu.
- Ale, że co? – spytał z dziwnym wyrazem twarzy.
Liam westchnął i strzelił facepalma, po czym zaczął mi tłumaczyć:
- No wiesz, Berry, siedemnaście lat temu, wasi rodzice postanowili mieć dziecko, więc pewnej nocy..
- Dobra, dobra. Skończ. Wydaję mi się, że znam dalszą część historii żywota naszego. – mruknęłam. – A co my tak w ogóle robimy pod tym prysznicem, w ciuchach?
- Bez jedzenia… - szepnął Niall, pod nosem.
- No wiesz, jak dla mnie ubrania możesz zdjąć. – mrugnął do mnie Zayn.
Po czym mulat pisnął niczym dziewczynka i popatrzył się na Harry’ego, który wręcz mordował go wzrokiem.
- Za co to?
- Ale co?
- Kopnąłeś mnie, matole!
- Wydaje ci się. – loczek uśmiechnął się do niego z ironią.
- To jak z tymi ciuchami? – mruknął do mnie Malik.
- Marzyć zawsze możesz. – uśmiechnęłam się do chłopaka wrednie oraz odwróciłam głowę.
- A gdzie Lou? – spytała Platynka, patrząc na nas.
- Wybył z Eleanor, Dziobaczku.  – odpowiedziałam.
- Dziobak? Myślałem, że jestem Platynowym Bananem – zaczął się zastanawiać , robiąc przy tym bardziej nieokreśloną minę.
- To teraz jesteś również Dziobakiem. Liam może być małpiątkiem, Harrold będzie nosił imię Tarzana, a Zayn to.. uhm.. – myślałem, mówiąc. – Pan Malik będzie strusiem albo pytonem.
- Struś? – spytał Zayn. – Pyton? To raczej Niall powinien być pytonem, bo on by potrafił zjadać jedno dziecko  naraz.
- Co? Jak? – Horanowi zaświeciły się oczy – Pyton, da fuck?
- Pytony są z rodziny węży z kladu Alethinophidia. Tradycyjnie klasyfikowane jako podrodzina dusiciel, z analiz filogenetycznych wykorzystujących dane molekularne nie wynika jednak jednoznacznie, że podrodziny Boinae i Erycinae są bliżej spokrewnione z pytonami niż z wężami z kladu Caenophidia m.in. połozowatymi, zdradnicowatymi i żmijowatymi. Tym samym istnieje ryzyko, że włączenie pytonów do rodziny dusicieli uczyniłoby tę rodzinę parafiletyczną; stąd też obecnie pytony częściej są klasyfikowane jako odrębna rodzina. Analizy filogenetyczne sugerują szczególnie bliskie pokrewieństwo pytonów z rodziną Xenopeltidae i rodziną/podrodziną Loxocemidae/Loxoceminae. Podobnie jak dusiciele, pytony są niejadowite; zabijają ofiarę oplatając ją i uniemożliwiając pracę klatki piersiowej, prowadząc do asfiksji. Pytony mają receptory wrażliwe na podczerwień w rowkach na górnej wardze pod nozdrzami, które pozwalają im wykrywać promieniowanie cieplne; to pomaga im zlokalizować pobliską zdobycz, zwłaszcza ciepłokrwiste ssaki. W odróżnieniu od dusicieli pytony są jajorodne. – wyrecytował Liam, patrząc na nas.
- Skąd ty to wiesz? –mruknął Struś. Podoba mi się ta nazwa, jest bardzo ckliwa. Nie? 0:1 dla mnie, czy coś.
- Liam po prostu uważał na lekcjach geografii, Strusiu. – oświecił nas Harry.
- Tarzanie, ty skończony, albo i nie skończony, niedotleniony, brudny idioto. Nie geografia, tylko biologia. – poprawiłam brata, uderzając go w tył głowy.
- Geografia, biologia. Jeden grzyb.
- Grzyb, z rodziny pleśniowatych.. – zaczął Liam, ale całą 4 mu przerwaliśmy, krzycząc.  – Ja chciałem tylko, żebyście się czegoś dowiedzieli. – wyjaśnił, krzyżując ramiona na klatce piersiowej niczym małe dziecko. Słodkie, małe dziecko. Tak, Liam naprawdę uroczo wyglądał.
Uśmiechnęłam się do chłopaka, nic nie mówiąc. Odwzajemnił gest i staliśmy w ciszy, którą przerwał Zayn.
- Możecie to wyłączyć? Tą wodę! Ona źle wpływa na mój organizm, a poza tym muszę zażyć Skrzypovity. – zbulwersował się Zayn.
- A nie Belissy Sun?
***
Tak naprawdę to nie chcę Skrzypovity, ani Belissy Sun, serio. Możecie wierzyć lub nie, ale skończyłem z upiększaczami. Było ciężko, ale za poradą psychologa przestałem je brać i nie jestem już uzależniony. O dziwo, moja cera się poprawiła, a włosy to już siódme niebo. Kocham siebie takim jakim jestem. A wiecie jakim jestem, nie? Wystarczy na mnie spojrzeć.
Bicz plis, jestem Zayn Malik.
Więc, czemu miałem już dość wspólnego prysznica w ubraniach? Wkurzało mnie zachowanie Liam’a i Berry. Czy oni naprawdę myślą, że nie widzę tych ich uśmieszków?
Zrobiło mi się jakoś.. przykro?
Tak, było mi smutno. Czyżby zazdrość?
Nie no, nie przesadzajmy.. a może?
Ale z drugiej strony jestem Malik, Struś ( skąd ona to wzięła?), ale zawsze Malik. Zayn Malik (to miało zabrzmieć, jakbym był Bondem, wyszło?)
Mógłbym mieć każdą, poleciałyby na moją skromność, ale nie Berry. Ona naprawdę jest inna od dziewczyn, które znałem wcześniej. Nie przejmuje się zdaniem innych, jest zabawna, nie boi się nam dokuczać i się z nas śmiać. Nie obchodzi jej co sobie ktoś pomyśli. Jest taka… wyjątkowa.
A do tego śliczna.
Tak, sądzę, że owa Berry Styles jest śliczna.
Owszem, podoba mi się. Ale to nie jest miłość. Co nie? W sumie to dawno nie byłem mocno zakochany, nawet nie pamiętam tego uczucia. A może jestem zazdrosny o Liama?
Nie no, w to wątpię. W sumie to nie jestem bi, ani homoseksualny. Więc wybaczcie, ale Ziam raczej nigdy nie będzie prawdziwy. Chociaż, nigdy nie wiadomo co będzie za parę lat.
Wyszedłem z łazienki w naszym wspólnym mieszkaniu i poszedłem zbadać teren. Eleanor i Louis’a jeszcze nie było, lepiej dla mnie. Nie żeby coś, ale po prostu chciałem rzucić się na kanapę i olać wszystko i wszystkich. No może,  z wyjątkiem Berry. Boże, znowu o niej myślę.
Jęknąłem przeciągle i podniosłem się z sofy, gdy zobaczyłem, że w moim kierunku idą mokrzy przyjaciele. Zaśmiałem się na ich widok, a oni na mnie popatrzyli.
- Z czego rechoczesz, strusiu? – mruknęła Berry, przeczesując palcami mokre i posklejane włosy.
- Jesteście mokrzy i dziwnie się prezentujecie.
- Ty też jesteś mokry, bananie.
- Zgasiłaś go, Berry Bear! – krzyknął Horan i przybił piąteczkę z brunetką.
- Berry Bear? – spytała, stojąc w lekkim szoku.
- No co? Też chciałem pobyć kreatywny. – mruknął chłopak, kierując się do wyjścia z mieszkania – Idę się przebrać, adios bejbe!
- Do kogo to było? – spytałem, patrząc na drzwi, przez którą przed chwilą wyszedł blondyn.
- Pewnie do mnie. – mruknął Harry i westchnął – Jak to fajnie, być kochanym.
- Tak, ale fajniej jest być normalnym. – stwierdził Payne z uśmiechem.
- Nikt z nas nie jest normalny, Liaś, a raczej małpiątko. – oznajmiła Berry i wyszczerzyła się do chłopaka. Ach, jak słodko… Wpadłem na świetny pomysł, wpatrując się w siostrę Harryego, która nadal miała problem z włosami.
- Pomóc ci? – spytałem, podchodząc do dziewczyny.
- Z chęcią przystanę na twoją propozycję. Ale jak zamierzasz to zrobić?
- Oj, nie marudź i chodź za mną. – mruknąłem, chwytając ją za rękę i ciągnąc w stronę drzwi. Wychodząc ujrzałem niczym niewzruszone spojrzenie Tarzana i wkurzony i zdziwiony wzrok Małpiątka. 0:1 dla mnie, Liam. Z uśmiechem otworzyłem ciemne drzwi i zaprosiłem dziewczynę do środka. Szybko przejrzałem się w mojej nieskazitelnie czystej klamce i dołączyłem do Berry, która stała na środku salonu, rozglądając się na wszystkie strony, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Uśmiechnąłem się do niej i mruknąłem, żeby chwilkę poczekała. Poszedłem do kuchni, chwyciłem wysoki taboret i wróciłem do dziewczyny. Ustawiłem stołek przy niej. – A teraz usiądź.
- Hm, okej. Siadam. – mruknęła i spoczęła na drewnianym krześle – I co teraz?
- Zaraz wracam! – krzyknąłem, biegnąc do łazienki. Wziąłem potrzebne kosmetyki, szczotkę, suszarkę, lusterko, grzebyk, lokówkę i prostownicę i udałem się do czekającej dziewczyny.
- O Boże.. – szepnęła, patrząc na mnie. – Co ty chcesz zrobić z moimi włosami? Jakby co, to umiem się bić. Trenowałam kiedyś karate, w sumie to jak miałam pięć lat ale pamiętam parę chwytów.
Zaśmiałem się na słowa dziewczyny i uśmiechnąłem tajemniczo. – Zaufaj mi.
Poustawiałam rzeczy na stoliku, obok taboretu i zabrałem się za moją pracę. Podłączyłem suszarkę do prądu i zacząłem suszyć jej włosy, raz czesać je grzebień, a raz szczotką. Gdy włosy były wystarczająco suche rozczesałem je jeszcze raz i spryskałem taką specjalną odżywką.
- Hm.. – zastanawiałem się pod nosem. Stanąłem przed ową dziewoją i przyglądałem się jej.
- Coś ze mną nie tak?
- Cicho, nie przeszkadzaj w myśleniu. – mruknąłem i dalej się na nią gapiłem. – Prostownica czy lokówka? Proste, kręcone a może fale?
- Ja najbardziej lubię.. – chciała skończyć, ale przerwałem jej machając dłonią przed jej oczami. – No okej, już jestem cicho.
Zdecydowany zacząłem kręcić jej tylko końcówki włosów. Jak już skończyłem, spojrzałem na dziewczynę i jęknąłem cicho. Wyglądała pięknie.. Udało mi się.
- Chcesz zobaczyć? – spytałem, posyłając jej delikatny uśmiech. W odpowiedzi energicznie pokiwała głową. Przysunąłem jej lusterko i przygryzając dolną wargę, czekałem na zdanie Berry.
- Człowieku, od dziś jesteś moim prywatnym Strusiem, który jest mym fryzjerem! – krzyknęła uśmiechnięta. – Jak ty to zrobiłeś? Nigdy w życiu nie wyglądałam lepiej. – stwierdziła, patrząc na mnie.
- Również mi się podobasz. – powiedziałem, gryząc się w język. No brawo, Matole Malik. – Znaczy.. no wiesz.. twoje włosy.. i no.. ehm… O Boże. – mruknąłem, chowając twarz w dłoniach z zażenowania. Po chwili usłyszałem śmiech dziewczyny.
- Słodki jesteś - odkryła mi twarz i pocałowała w policzek, po czym przytuliła.
- Dzięki. – szepnąłem. – Pozwolisz, że się na chwilkę oddalę? Chciałbym zmienić te mokre ciuchy.
- Jasne, poczekam. Gnaj do swej garderoby, strusiu.
Zaśmialiśmy się i poszedłem szybko do mojego pokoju i przebrałem się. Czarne rurki, czarna koszulka z logo Guns’ n Roses i ciepłe skarpetki.
Zszedłem na dół (tak, mój pokój jest na piętrze) i spojrzałem na Berry, która wręcz wlepiała we mnie wzrok. Nawet fajne uczucie.
- Coś nie tak? – spytałem.
- Wszystko w jak najlepszym porządku, ale twoja koszulka.. Guns’y! – krzyknęła i podeszła do mnie. – Gdzie ją kupiłeś? – spytała, patrząc się jak zahipnotyzowana na moją bluzkę. Wyglądała trochę jak mumia, czy coś. A teraz się w archeologa bawię?
- Nie pamiętam, to było już dawno – wyjaśniłem – Chcesz ją? Mam jeszcze takich parę.
- Naprawdę?! O Boże, kocham cię, strusiu! – krzyknęła i znowu ucałowała mego polika. Zaśmiałem się i zdjąłem koszulkę, podając ją dziewczynie. Ona odwróciła się do mnie tyłem i szybko zmieniła bluzki. Starałem się nie patrzeć, no ale jednak…
Odwróciła się, a ja posłałem jej uśmiech, badając ją wzrokiem.
- Wyglądasz ślicznie.
***
Nie powiem, że nie, ale lekko się zdziwiłem propozycją Zayn’a. Chciał jej pomóc z włosami? Zayn? Nasz Malik? Przecież jedyne włosy o jakie on dba to jego. Nie rozumiem tej młodzieży.. W sumie to sam do niej należę, ale to pomińmy, dobra?
Co poczułem, gdy Berry odchodziła z Zayn’em?
Pustkę, taką głupią i głuchą. Bo pustka, może taka być, prawda?
Zdziwienie, bo to zachowanie strusia  było dziwne.
Smutek, bo to ja chciałbym jej pomóc.
Złość, bo zrobił to Zayn.
Czyż to nie jest co najmniej chore i zakręcone? Jestem w, ponoć, szczęśliwym związku z kochaną Danielle, ale jestem zazdrosny o Berry, o której tak naprawdę nic nie wiem?
To jest chore i zakręcone.
A macie pojęcie, co jest jeszcze dziwniejsze?
Mam niewyobrażalną chęć zaprosić Berry na randkę.
Dziwne, prawda?
Nie poznaję siebie.
Popatrzyłem na brunetkę, która leżała obok mnie. Od półgodziny tłumaczę jej matematykę, po prostu pomagam jej z zaległościami, a ona nie za bardzo to wszystko rozumie. W sumie, to nie wszyscy mają zdolnośći matematyczne, nie?
- Berry, jeszcze raz, okej? – spytałem, z chęcią wytłumaczenia jej po raz setny jednego przykładu. Nie byłem na nią zły. Ma prawo nie rozumieć. Gdy się skupia marszczy tak śmiesznie nos. Jest wtedy taka słodka i urocza..
- Okej, Liaś. – lubię gdy tak do mnie mówi. Liaś.
- To i to daję to, widzisz?
- Tak, mam oczy.
Zachichotałem lekko i dokończyłem.
- I to dlatego taki wynik.. bo? – spojrzałem na nią z nadzieją w oczach.
- Bo.. – zaczęła się zastanawiać i znowu zmarszczyła tak fajnie nosek. Jest taka słodka i urocza.. powtarzam się? – Gdyby nie było tego, nie dało by się rozwiązać tego równania, i to do kwadratu z tym daję to? Trzeba znaleźć jeszcze x-a, a potem podłożyć te liczby i rozwiązać równanie, tak?
- Tak! – krzyknąłem z uśmiechem. – Rozumiesz?
- Tak. – odwzajemniła uśmiech. – Dzięki, małpiątko. Bez ciebie nie dałabym rady.
- Sadzę inaczej. – wyznałem – Ale niech tak już zostanie. – zaśmialiśmy się wspólnie i potem nastała cisza.
Zrobię to.
- Berry.
- Hm? – mruknęła lekko, patrząc na mnie. Jakie ona ma piękne oczy.. wspominałem kiedyś? Chyba nie.
- Chciałabyś ze mną gdzieś.. no wiesz.. wyjść? – zaproponowałem, spuszczając wzrok.
- Masz na myśli, randkę? – szepnęła.
- No coś w tym stylu.. no chyba, że nie chcesz, czy coś. To rozumiem.
Zachichotała delikatnie – Spokojnie, Liam. Nie denerwuj się.
- Czyli..?
- Przemyślę. – odparła i uśmiechnęła się słodko.
Odwzajemniłem uśmiech.
Znowu cisza.
- Hej! Co tu tak cicho? – do pokoju wpadł Harry i spojrzał na nas.
- Nie wiem jak Liam, ale ja odpoczywam.
- O Boże.. – szepnął Styles. – Co wy żeście tu robili?
- Małpiątko  tłumaczyło mi matmę. – wyjaśniła, wskazując na książki. – I wiesz co, Tarzanie?
- No?
- Zrozumiałam. – uśmiechnęła się w stronę brata, a Harry zaczął jej klaskać.
- Dobrze dla ciebie. – mruknął. – A tak poza tym, Liam. Danielle dzwoniła.
O nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie pytaj, błagam.
- Kto to Danielle? – spytała.
No nie, nie nie i nie. Nie odpowiadaj, proszę. Harry..
- Dziewczyna Liam’a, nie chwalił ci się? – odpowiedział i opuścił pokój.
- Masz dziewczynę? – krzyknęła, wstając z łóżka.
- Berry, daj to wytłumaczyć.
- Nie, Liam. Daruj sobie.
- Berry, ale..
- Zapomnij. – szepnęła i wybiegła z pokoju.
Zajebiście.
___________________________________________________
IM BACK!
Wreszcie,  nie? (;
Tak, a więc, dodaję najdłuższy rozdział w całym moim życiu! Ponad 2200 słów, baby!
Z jednej strony to jest mi cholernie wstyd go dodawać, bo bardzo długo nic tu nie było. Jest mi z tego powodu smutno, naprawdę. Przepraszam Was, naprawdę.
Ale z drugiej strony, czuję, że ta przerwa mi pomogła. Bo według mnie, jest to najlepszy rozdział na tym blogu. No ale, to tylko moje zdanie.
Pisałam bez przerwy, ciągle miałam jakiś pomysł. I naprawdę, lubię ten rozdział. I jestem z niego zadowolona w 100%! Wierzycie? Bo ja nie. :) 
Mam nadzieję, że nie straciłam czytelniczek, bądź czytelników, no ale to sie okażę po liczbie komentarzy... :D
W sobotę wyjeżdżam na praktycznie miesiąc nad morze, więc nie wiem czy cokolwiek napiszę i dodam. Tam będę miała i laptopa i internet, ale gorzej jest z czasem.
Jutro staram sie napisać nowy rozdział na moje pozostałe blogi, uda mi sie? No mam nadzieję.
Dobra, już koniec. a i jeszcze, jak macie JAKIES PYTANIA to nie krępujcie sie, piszcie pod postem. (:
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM!






wtorek, 17 lipca 2012

NOWE OPOWIADANIE

Wraz z marlyn (@ala_skrzypczak Twitter (;) zaczęłyśmy pisać nowe opowiadanie! :)
------------> www.invalid-hearts.blogspot.com <-----------
MAM NADZIEJĘ, ŻE PRZYPADNIE CI ON DO GUSTU. ZACHĘCAMY DO REKLAMOWANIA, CZYTANIA I KOMENTOWANIA! (: