czwartek, 7 czerwca 2012

010.


Jęknęłam , gdy sen mi się skończył. Miałam naprawdę ciekawy sen, ale nie.. on musiał się skończyć. Bo co by się stało, gdyby jest potrwał godzinę, dwie, ewentualnie pięć?
Śniło mi się, że byłam żoną Hagrida z Harry’ego Pottera! I on mi kazał zapuścić brodę i chodziłam z takim włosiem, przyrośniętym do twarzy. Nie ma co, fajny i niespotykalny sen.
Rozejrzałam się po nieznanym dla mnie otoczeniu.
Gdzie jestem tak w ogóle?
O kurwa.. o może to nie był sen? Może zaraz wyjdzie Hagrid i zacznie mi czesać brodę? Nie, nie, nie! Nie chcę mieć brody… Dotknęłam powoli twarzy. Jest okej, nie mam zarośniętej brody.
Odetchnęłam z ulgą i jeszcze raz się rozejrzałam po pokoju, przypomniałam sobie wszystkie wydarzenia z ostatniej nocy.
Podróż z bananami i zaśnięcie na Liamie.
Jakoś tak niespodziewanie się uśmiechnęłam.
Dziwna jestem.
Wzruszyłam ramionami i wstałam z miękkiego materaca, który leżał na dwuosobowym łóżku. Podeszłam do dużego okna i rozejrzałam się po okolicy. Słońce grzało, ludzie chodzili w spódnicach, sukienkach i krótkich spodenkach. Musi być ciepło.
Rzadka pogoda jak na to miasto. Jak na Londyn.
Zawsze chciałam mieszkać w stolicy
Czuję, że będę musiała poprosić któregoś z bananów, żeby mnie oprowadził po tym mieście.
Westchnęłam przecierając oczy, zorientowałam się, że jestem ubrana tylko i wyłącznie w bieliznę i za dużą, męska koszulkę. Lewą ręką chwyciłam za skrawek materiału i powąchałam.
Liam.
Zapamiętałam delikatny zapach perfum chłopak.
Czyli mam rozumieć, że zasnęłam na Payne’ie, a chłopak zaniósł mnie do tego owego pomieszczenia i jeszcze mnie rozebrał, przebierając w własną koszulkę.
Całkiem normalne, nie?
Westchnęłam zrezygnowana i rozejrzałam się po pomieszczeniu, adokładniej sypialni na poddaszu.
Pierwsza połowa sypialni miała białe ściany, duże łóżko na środku pokoju, obok niego stoliczek nocny z lampką, dalej komódka, balkon i okno przy którym stoję.  Druga połowa zaś miała również białe ściany, 3 drzwi (jedne to chyba wyjście, ale pozostałe to nie wiem), w kącie stało (o dziwo, białe) pianino, biurko, toaletka z lustrem, kredens z drzwiczkami i dwuosobowa kanapa w delikatne prążki. I to wszystko było białe, a prążki błękitne. Całe pomieszczenie naprawdę wyglądało ładnie. Spodobało mi się. Tylko czemu, do najświętszych bananów, tu wszystko jest białe z dodatkiem pasków ( czyżby Louis w tym maczał palce?), kwiatów i innych wzorków?
No dobra, i tak muszę przyznać, że to prawdopodobnie najładniejszy pokój, jaki kiedykolwiek widziałam.
 Podeszłam do jednych z trzech drzwi i otworzyłam je. Łazienka.
Mogłam się domyślić. Łazienka urządzona w takim samym stylu jak pokój.
Drugie drzwi okazały się być garderobą, w której znajdowały się jeszcze jedne drzwi – przejście do łazienki. W garderobie było dużo półek, wieszaków i tak dalej.
Trzecie drzwi to wyjście z sypialni. Wyszłam na mały korytarzyk i zeszłam po spiralnych schodach na dół, gdzie był nie największy salon, dalej była kuchnia połączona z jadalnią i druga łazienka.
Do przedpokoju i wyjścia z mieszkania prowadził krótki korytarzyk.
Mieszkanie było urządzone w naprawdę nowoczesnym stylu. Trzeba by potem chłopakom podziękować.
Przy drzwiach zobaczyłam moje dwie walizki i również 2 torby. Nawet nie targając ich na górę wyciągnęłam kosmetyczkę, laptopa, telefon i jakieś ubrania. iPhone’a i MacBook’a ułożyłam na stoliku przed telewizorem w salonie, wzięłam ciuchy, kosmetyczkę i pognałam do łazienki. 
Po dziesięciu minutach stałam przed lustrem w ręczniku i rozczesywałam mokre włosy.  Następnie ubrałam się w czarny komplet bielizny, biały top, który wpuściłam w pomarańczową spódnicę, sięgająca mi przed kolana, talię podkreśliłam brązowym paskiem, założyłam jeszcze  baleriny pod kolor spódnicy, wzięłam brązową torebeczkę i wsunęłam do niej RayBany, telefon i portfel. Zastanawiałam się czy jeszcze coś na siebie narzucić. Postanowiłam, że nałożę na siebie dżinsową kurtkę. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze.
- Hm.. wyglądam nawet jak cywilizowany człowiek. – mruknęłam pod nosem.
W podskokach jak jakieś co najmniej chore psychicznie dziecko skierowałam się do lodówki, która świeciła pustkami.
Czyli będę musiała zjeść u bananów.
Przynajmniej ja na tym mniej stracę.
Odgarnęłam wciąż mokre włosy na lewą stronę, szybko przejrzałam się w lustrze i wyszłam z mieszkania, uprzednio je zamykając.
Starając się rapować Super Bass, co w ogóle mi nie wychodziło, ale nie przestawałam, szukałam głównego mieszkania chłopaków.  Z tego co zrozumiałam to całe piętro i poddasze są ich, mają jedno wspólne, największe mieszkanie,  w którym zazwyczaj przesiadują razem. I mają jeszcze 4, w których sobie śpią i tak dalej.  Liam, Zayn i Niall mieszkają osobno, a Louis z Harrym, gdyż mój braciszek ma dopiero 17 lat.
W sumie to ja też.
Więc czemu ja mieszkam sama? Nawet na te 2-3 miesiące?
Like a boss. Nic dodać, nic ująć.
Minęłam drzwi, które były naprzeciwko moich i miały klamkę usmarowaną w musztardzie.
Horan.
Drzwi od lewej od moich były tak czyste, że można by się w nich przeglądać i poprawiać włosy.
Malik.
Natomiast te po prawej były normalne. Nie ubrudzone, a ni za bardzo lśniące.
Payne.
Drzwi naprzeciwko Liama miały odciśnięte łapy kota. Normalne, nie ma co.
Czyli, Harrold i Tomlinson.
Drzwi, które znajdowały się naprzeciwko mieszkania Zayn’a to musiało być ich wspólne mieszkanie. Czemu tak sądze?
Bo były tam napisy, rysunki i tak dalej.
Jakie napisy?
No np. Boobs, cats, NANDOS, carrots, mirror, Richard, anty spoons patrol, a przede wszystkim duży napis: NASZE WSPÓLNE MIESZKANIE.
Zaśmiałam się pod nosem obserwując drzwi.
Kreatywni są, naprawdę.
Na jednym końcu korytarza była winda, a na drugim końcu wejście na strych.
Skąd wiem?
Kolejne napisy, np.: JEŚLI WEJDZIESZ NA STRYCH TO ŁYZKI CIE DOPADNĄ.
Widać, że chłopcy, ładnie mówiąc, napierdalali się z fobii Liama.
Przyjaciele jakich mało.
Niepewnie otworzyłam drzwi do ‘ich wspólnego mieszkania’ i weszłam do pomieszczenia. Weszłam do naprawdę dużego salonu i klapnęłam na kanapę obok Niall’a, który siedział z laptopem na kolanach.
- Berry w spódnicy? – zlustrował mnie wzrokiem – Niedoczekanie.
- No dziękuję, Horan.
- Oj, przestań. Ładnie wyglądasz. – powiedział, a ja popatrzyłam na niego z powątpieniem. – Serio. Nie mówię tego tylko dlatego, że jestem głodny i nie chcę mi się wstać, żeby sobie przynieść naleśników z kuchni. – znowu na niego popatrzyłam tym samym wzrokiem co wcześniej – Berry Styles, ślicznie dziś wyglądasz. – powiedział, uśmiechając się lekko i patrząc mi prosto w oczy.
Kurde, jakie ten chłopak ma anielskie oczy.
Niebieskie i głębokie niczym woda w oceanie.
Skarciłam się w myślach, jeszcze paręnaście godzin temu podobnie myślałam o Liamie.
Zaczynam się siebie bać.
- Dzięki – mruknęłam spuszczając wzrok.
Chwilę siedzieliśmy w głupiej ciszy, aż chłopak zapytał:
- Jadłaś śniadanie? Nie? Zrobiłem naleśniki. Przyniosę ci dwa, trzy, może siedem. – zaśmiał się i skoczył do kuchni.
Szybki jest ten chłopak, serio.
- Chcesz kakao, herbatę, kawe, mleko, sok, cappuccino czy może coś innego? – krzyknął z kuchni.
- Cappucino! – odkrzyknęłam i poprawiłam się na kanapie, wlepiając swój wzrok w sufit.
- Berry, tak? – usłyszałam nad uchem jakiś dziewczęcy głos. Czyżby ktoś się wygłupiał?
Podniosłem zrezygnowana wzrok i napotkałam dość wysoką niewiastę. Miała rozpuszczone, długie, falowane, brązowe włosy i dość miłą twarz.
- Uhm.. tak. Sławna jestem czy jak?
Dziewczyna się zaśmiała, a po chwili odpowiedziała:
- Tego nie wiem, ale Harry dużo nam o tobie opowiadał.
- Aaa. To ty pewnie jesteś ich pokojówką, prawda? – uśmiechnęłam się.
Usłyszałam śmiech Horana, który pewnie podsłuchiwał wszystko.
- Nie. – odpowiedziała.
- Kucharką?
Tym razem również dało się usłyszeć śmiechy Harry’ego, Zayna i Liama. A gdzie Tomma podziali?
- Nie.
- O Boże, tylko nie mów, że pierzesz im gacie! – krzyknęłam przestraszona. Na serio, przestraszyłam się.
Pare sekund po mojej wypowiedzi dało się usłyszeć jak czwórka chłopaków upada ze śmiechu. Nie rozumiem im, co w tym było takiego śmiesznego? To raczej straszne..
- Nie, tym razem też nie zgadłaś. Jestem Eleanor. Eleanor Calder. – uśmiechnęła się do mnie i podała mi rękę.
- Berry Styles, ale to już chyba wiesz. – z uśmiechem uścisnęłam dłoń brunetki, a za nią nagle pojawił się Louis, który ją do siebie przytulił.
- Moja Eleanor. – mruknął, całując dziewczyne za uchem, po czym uśmiechnął się do mnie wrednie.
O co mu znowu chodzi?!
______________________________________________
TAAAK! Wreszcie się spięłam i napisałam tą ową dziesiąstkę (;
Dostałam się do profilowanej w gimnazjum, średnią nawet mam w porządku, nauczyciele dają nam już spokój, więć rozdział powinny sie pojawiać częściej :) 
Wiem, że akcja toczy sie powwwoooli, ale o to mi chodzi, nie chcę żeby to było moje kolejne opowiadanie, w którym wszystko jest za szybko.. Dlatego również piszę krótkie rozdziały. :) 
PODOBA WAM SIĘ? :) KOMENTUJCIEEE! <3 xx 

PS. PISZCIE NICKI Z TWITTERA, BO JUŻ NIE WIEM KOGO INFORMOWAĆ :)