niedziela, 27 maja 2012

009.


Harry wie, mama wie, no bo on powiedział, że wie. Banany wiedzą, bo Liam powiedział, że wiedzą. Czyli oni chcą mi coś powiedzieć, czego ja nie wiem, a oni wiedzą. No ale o co chodzi?
O Boże, Berry. Jak na ciebie to za dużo matmy.
Bo to matematyka, prawda?
Głupia jestem…
- Berry! Ocknij się! – ktoś walnął mnie w ramię.
- Co? Gdzie? Ja?
- Odpowiedz na pytanie. – mruknął Harry.
- Ale jakie pytanie?
- Boże, zlituj się nad nami! – krzyknął Zayn. – Nie słyszałaś?
- No nie. – wzruszyłam ramionami.
- To co robiłaś?
- Myślałam, serio.
- Dosyć dziwne zjawisko, jak na nią. – mruknął Louis. O co temu głąbowi chodzi? To znaczy, bananowi, no wiecie.
- Kulturą to ty nie grzeszysz. – powiedziałam.
- Ty mądrością również. – uśmiechnął się sztucznie.
- Ogarnijcie się.. – Liam ze stoickim spokojem zabrał głos.
- To on zaczął.
- Nie, bo ona.
- Ja pierdolę. – to był Niall.
- A ja nie pierdolę, bo nie ma kogo – krzyknął Tomlinson.
- Przestańcie się kłócić .  – powiedział Harry.
- To nie kłotnia, tylko wymiana zdań.  – Louis.
- Nie! To jest kłótnia, palancie.
- No i znowu mnie przezywa! W ogóle po co kobietom było równouprawnienie w tym 16 wieku!
- Idioto?
- Co?
- To nie było w 16.
- Oj, nie ważne.
- Ważne.
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- SPOKÓJ! – wydarł się Zayn, a my ucichliśmy. – Dziękuję, niech lusterko Was pobłogosławi.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, nie było mamy.
- A gdzie mama?
- Wyszła w trakcie kłotnio-wymiany zdań. – powiedział Harry i spojrzał na nas krzywo. – To co jedziesz, Berry?
- Gdzie?
- Z nami, do Londynu. Niedługo masz wakacje, więc pomyśleliśmy, że mogłabyś je z nami spędzić.
- Z wami? O nie, nie, nie.
- No ale, czemu? – mruknął Niall, który jadł Nutellę i musztardę? Tak, całkiem normalne.
- No bo.. jakby, to miło powiedzieć.. jesteście pojebani. – wyjaśniłam.
- Też Cię kochamy. – powiedział sarkastycznie Louis.
- No przepraszam, ale taka prawda. – wzruszyłam bezradnie ramionami.
- Zgódź się. – nalegali.
- Jak wy sobie to wyobrażacie? Że ja? I wy? Na dwa miesiące? – pokiwali twierdząco głowami – I wy się mnie nie boicie?
- Może troszeczkę. Ale słuchaj, rozmawialiśmy już z mamą, zgodziła się, z nauczycielkami. Wszystko załatwione. A jakieś tam zaległe prace i tak dalej, zrobisz u nas a potem prześlemy pocztą.
- A gdzie mam mieszkać?
- W apartamencie.
- Z wami?
- Nie.
- Banany, błagam. Możecie jakoś się wypowiedzieć pełnym zdaniem?
- Jasne, a więc, my mieszkami w takim duuuużym apartamencie i mamy własne mieszkania, czy tam pokoje, jak zwał tak zwał. No i mamy jedno wspólne mieszkanie, największe, gdzie przesiadujemy razem, a na noc się rozdzielamy. No i ty też byś miała takie mieszkanie, czy tam pokój.
- Zobaczysz, będzie świetnie! – krzyknął Niall, przy okazji opluwając Zayn’a Nutellą, czy tam musztardą.
- To jak? Zgadzasz się?
***
- Lou ! Daj picie!
- Horan, nie pluj na mnie!
- Harry! Siadaj na dupie! Zapnij pasy przy okazji!
- To nie dupa!
- Zderzak!
- Ale mój!
- O fuck! Gdzie moje luterko!
- O, tu!
- Liam, debilu! Twoje poślady zgniotły Richarda!
- Richarda?!
- Tak, lusterka też mają uczucia ty bezuczuciowy człowieku!
- Gdzie dżem?!
- Zjadłeś!
- Nie! Ja chce dżem, to nie fair!
- Don’t cryyyy, maan! Be happy!
- Hipis na dwunastej!
- Gdzie?
- No ty!
- Ja nie hipis! Ja Zayn!
- O, Paul! Podgłośnij radio!
- WHO LET THE DOGS OUT?!
- WHO?
- WHO?
- WHO?
- WHO LET THE DOGS OUT?!
- WHO?
- WHO?
- WHO?
Tak, zgodziłam się. Tak, właśnie jestem z tymi dziwnymi osobnikami w aucie, jedziemy pięć minut, już mam dość. Siedzimy w Vanie, menadżer chłopaków wraz z ochroniarzem po nas przyjechali. Siedzę obok Zayn’a i Liam’a… Jest.. no cóż, głośńo.
- Snow is falling, all around me!
- Children’s playing!
- Having fun!
- It’s that seson!
- Love and understanding!
- MERRY CHRISTMAS, EVERYONE!
- Uspokójcie się! – krzyknęłam wraz z Paul’em, co wywołało rechot ze strony bananów, a my zrobiliśmy pokerface’a.  Całkiem miły człowiek z Higginsa jest.
O dziwo, przestali śpiewać kolędy w maju, powtarzam w maju i się uspokoili.
- Wy tak zawsze? – zapytałam z niedowierzaniem.
- Taak! Ale to nawet nie wszystko na co ich stać. – odpowiedział za chłopaków Mark, ochroniarz gangu.
- Za jakie grzechy.. – mruknęłam pod nosem. Spać mi się zachciało. Zayn przegląda się w lustrze, a Liam robi coś w telefonie. Zajrzałam przez ramię do Payne’a.
- Twitter, standardowo, nie? – uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Wiadomo. – odwzajemnił uśmiech. – Jak się nazywasz?
- @BerryStyles.
- Follownąłem.
- Mam teraz skakać z radości?
Chłopak zaśmiał się.
- Nie, nie musisz – puścił mi oczko.
Ziewnęłam przeciągle, naprawdę chce mi się spać.
- Spać ci się chce? – spytał.
- Troszeczkę.
- Połóż się. – mruknął, z uśmiechem wskazując na swoje ramię. Popatrzyłam chłopakowi w oczy. Dopiero teraz sobie zdałam sprawę z tego jakie on ma ładne, czekoladowe, ciepłe oczy.
- Serio?
- Jak najbardziej.
Lekko zawstydzona ułożyłam głowę na ramieniu chłopaka, a ten objął mnie w talii. Poczułam, że się rumienię, więc opuściłam głowę. Boże, co się ze mną dzieje? Przecież to zwykły chłopak. Nie było mi zbyt wygodnie, a on to chyba zauważył.
- Spokojnie, nie gryzę. – zaśmiał się dźwięcznie – przytul się do mnie.
 Zrobiłam to. Powolnie, niepewnie ale zrobiłam. Przymknęłam oczy, z nadzieją, że zasnę.
- Dobranoc. – usłyszałam nad uchem jego głos, a potem poczułam jak Liam całuje mnie w głowę. 

_________________________________________________________
Zdaje sobie sprawę, że jestem beznadziejna i że pewnie mnie znienawidziłyście, ale PRZEPRASZAM! Na prawdę! Nie dodawałam długo rozdziału, bo nauka.. Tak, teraz możecie myśleć, że to kolejna głupia wymówka, ale to PRAWDA. Serio.. Kończę szkołę, nie to wcale nie jest gimnazjum, ani liceum. Kończę podstawówkę, tak mam 13 lat, tak teraz to dla was może być dziwne, że mam 13 lat a jestem Directionerką, pisze opowiadania o chłopakach, no ale.. jak to Harry twierdzi, wiek o niczym nie świadczy. Związku z tym, że kończe szóstą klasę muszę ciągle sie uczyć. No wiecie.. chce po prostu mieć wysoką średnią i teraz sie staram.. a przynajmniej mam takie wrażenie. 
A dziś 5 godzin uczyłam sie do przekochanej historii.. nienawidzę tej historyczki! Kto normalny zadaje sprawdzian z semestru (ok. połowa książki) 5 dni wcześniej?! No właśnie.. Nikt. 
A ona chcę być jakimś wyjątkiem czy co.. 
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM!