niedziela, 8 marca 2015

014

   Spoglądam na Nialla, niedowierzając. Obserwuję Go, lustruję Jego twarz. Nie, to jest niemożliwe. Mam już dość. Oddycham niespokojnie, kręcę głową zszokowana minionymi wydarzeniami.
- Nie, Niall. Nie moge, nie..- odzywam się, nie patrząc mu w oczy - Za dużo nieszczęść już spowodowałam, nie zasługuje na żadnego z Was, przepraszam..- kontynuuje, czując tą wielką fale smutku. Horan patrzy na mnie. Jego oczy się nie śmieją, nie są tak radosne jak zwykle. Muszę to wszystko skonczyc, oddalić się, odejść. Nie powinnam tu przyjeżdżać, nie powinnam tu być. Czy w moim życiu nie może być po prostu dobrze?
- Wracajmy juz, Berry. Przeziębisz się - mówi, zmieniając temat. Zranilam Go, ciągle kogoś ranie. Kim ja właściwie jestem? Co ja sobie, do cholery, wyobrażałam? Szepcze w Jego strone ostatnie przeprosiny, ale On juz nic nie odpowiada. Czuję jakby ktoś wyrwał mi serce. Skrzywdiłam ich wszystkich, nie oszczędziłam nikogo. Czemu tak robię? Za dużo pytan, brak odpowiedzi..To mnie dobija, niszczy od srodka. Tylko to jest prawidłowe. Teraz będę cierpieć, cierpieć za nich wszystkich. Tracę poczucie czasu. Nie wiem, która godzina. Idę ramię w ramię z Niallem, idziemy w ciszy. Wreszcie dochodzimy do drzwi mojego apartamentu. W ostatniej chwili, chlopak mocno łapie mnie za łokieć i przyciąga w swoją stronę.
- Berry, przepraszam. Nie powinienem tego mówić, zapomnijmy o tym - zaczyna, nie pozwalając mi nic wtrącić - chcialem Ci tylko powiedziec, ze znam ich. Wybaczą, będą starali sie zrozumiec. Jesteś naprawdę ważną osobą dla Harryego. Nie podejmuj pochopnych decycji i pamietaj, ze zawsze mozesz sie do mnie zwrocic - wyznaje cicho. Jest szczery, czuje to. Nie przekracza tej odczuwalnej granicy pomiedzy nami. Spoglada na mnie ostatni raz i pozwala wejsc do srodka.

***
  To wprost zabawne, jak jedna dziewczyna potrafi wywrócić wszystko do gory nogami. Nieswiadoma swojego wdzięku, piekna i oryginalności. Nieswiadoma tego, jaki swiat jest okrutny. Nieswiadoma, ile niebezpieczeństw na Nia czeka. Doświadczyła duzo w zyciu, ale nadal jest nieswiadoma. Nieswiadoma niczego. Berry. Taka wlasnie jest Berry. Wszyscy straciliśmy dla Niej glowe. Oplotła nas wokol swojego smuklego paluszka, wiedzac jak z nami postępować. Spogladam na Liama. On zaczal. Chcial doznać czegos nowego, chcial Ja miec tylko dla siebie, zapominajac, ze Jego serce jest zarezerowane dla innej dziewczyny. Dla Danielle.
- Nie wiem co tak na mnie podziałało. Zapomnialem o otaczającym mnie swiecie - mowi Payne, patrzac przed siebie. Zabawne, ze tez tego doznałem - Nie kocham Jej, wiem to. Jest we mnie cos innego, cos co sprawia ze musze wiedziec, czy jest bezpieczna. Cos mi kaze trwac przy Niej i pilnować, dbac o Nia. Chcialem Ja blizej poznac, dowiedziec sie czegos..- tłumaczy, ale ja mu przerywam. 
- Dlatego chciales Ja gdzies zabrac? 
- Tak - odpowiada, bez zbędnych zastanowien. Wzdycham gleboko, zastanawiajac sie jaki jest sens tego wszystkiego. Ochłonąłem, zdecydowanie ochlonalem po naszej kłótni. Jedna dziewczyna skłóciła najlepszych przyjaciół. Jestem pewny, ze Ona tego nie chciala. Jest za bezronna i niewinna, delikatna. Zostalismy we dwojke. Harry po pewnym czasie po prostu wyszedl, Louis zniknal bez slowa, a Niall nadal nie wrocil. Gdzie jestes, Berry? Skarbie, wróć do mnie. Brakuje mi jej. Tego pieknego usmiechu, figlarnego spojrzenia, poczucia humoru i beztroskosci. 
Klepie Liama po ramieniu, moja zlosc powoli przemija. 
- Liam, zadbaj o Damielle. Jest niesamowita dziewczyna. Nie mowie tego, tylko dlatego, zebys dal spokoj Jej. Nie chce, zebys potem cierpiał. Nie zmarnuj swojej okazji. Spotkaj sie z Dani, zaproś ja do nas. Kochasz Ja, nie zmarnuj Waszej milosci, nie zaniedbaj tych uczuc - radze mu szczerze. Nie mam złych zamiarów co do Niego. To Liam. Nie mozemy pozwolic zniszczyć nasza przyjazn. Niezważając na to, jak nasze uczucia sa silne, nie mozemy zapomniec o tym, co nas wszystkich łączy. Nie mozemy zapomniec o sobie. 
Liam wstaje z miejsca i kiwa glowa - masz racje, Zayn. Kocham Danielle - mowi pewny swoich slow. Wyciąga telefon i wybiera numer dziewczyny. Usmiechniety wychodzi z pokoju. Milosc lekarstwem na wszystko, prawda? 
A co jezeli kocha sie osobe, ktora jednoczesnie rani?
To juz jest zabawne, absurdalne. 
Milosc. 
Absurdalna ta milosc. 

***
  Koniec. Koniec tego wszystkiego. Wkładam ostatnia bluzke do walizki. Jestem sama, jest tak jak kiedys. Zdalam sobie sprawe z tego, ze najwyrazniej nie zasługuje na chwilowe szczescie. Nie zasługuje na przyjazn, milosc. Wracam. Wracam do Holmes Chapel, ktorego nie powinnam nigdy opuszczać. Wzdycham gleboko, wychodzac na balkon. Naprawde bede tesknic za tym. Stolica, Londyn. Zawsze chcialam tu mieszkac. Mialam okazje, spieprzyłam. Nic dziwnego w tym nie ma. Powinnam sie chyba do tego przyzwyczaic. Nie moge miec czegos dlugo, nie potrafie z tego prawidłowo korzystac. Wszystko sie po pewnym czasie wali. Jestem nieudacznikiem swojego, wlasnego losu. Wroce do domu, zaczne inaczej. Moja i Harryego przyjazn znow dlugo nie potrwała. Po co to wszystko bylo? Nienawidze siebie. Sklocilam ich, a chcialam poczuc cos innego. Oni traktowali mnie tak niesamowicie, a ja to zaprzepaściłam. No coz, Berry. Gratulacje. To chyba koniec podrozy w jednym kierunku. Pakuje ostatnie drobiazgi, dlugo tu nie bylam, wiec na szczescie wszystkich swoich rzeczy tu nie mam. Nie rozmawialam z nimi od wczoraj. Nie wychodzilam, przez caly czas tak naprawde bylam w sypialni. Niall mowil zebym nie podejmowała pochopnych decycji, ale ja sie nad tym zastanowiłam. Opuszczę Banany. Raz, i na zawsze. 
Banany. Wtedy bylo dobrze. Nie doceniałam tego. Banany.
Na mojej twarzy na chwile pojawia sie usmiech, gdy przypominam sobie niektore sytuacje. Nawet nie wiem, kiedy zaczelam ich lubic. Przeoczyłam ten moment. 
Uciekam. Zostawiam to miejsce, wiedzac ze beze mnie bedzie im lepiej. Nawet sie nie łudzę, ze beda tesknic. 
Spogladam na pianino. Siadam przy instrumencie. Pamietam te młode czasy, gdy razem z Harrym spędzaliśmy godziny, grając na roznych instrumentach.  Ile bym dala, zeby wrocic do slodkiego dzieciństwa. To zabawne, ze czlowiek docenia, gdy straci. Naciskam pojedyncze klawisze. Ta melodia jest piekna. Uwielbiam grac. Przymykam oczy, uspokajam sie i relaksuje.  
- Nie wiedzialem, ze potrafisz grac - slysze znajomy glos. Zamieram w bezruchu. Tomlinson. Louis Tomlinson. Nic nie mowie, nie odpowiadam. Siada przy mnie. Naciska w pare klawiszy, zna sie na tym. Co On tu robi? - Wiec, juz zdecydowałaś - stwierdza, spogladajac na walizki. Podnosze wzrok. Wlasnie tego sie balam. Kontaktu z którymś z nich. 
- A mam inne wyjscie? - odzywam sie cicho, patrzac na Niego katem oka. Boje sie, po prostu sie boje. Czuje strach, ktory wyniszcza wszystko od srodka. 
- Zawsze jest jakies inne wyjscie, Cher - odpowiada. Cher? Posylam mu zdziwione spojrzenie - tak, wreszcie sie dowiedziałem jak masz na drugie imie - odpowiada, z cichym smiechem. Usmiecham sie. Lekko, mimowolnie. Tesknilam za nimi, za innymi ludzmi. Samotnosc nie jest dobra. Samotnosc marnuje czlowieka - uciekniesz od tego albo stawisz czoła problemom, spróbujesz naprawic to co zniszczylas - dodaje cicho, po paru sekundach. Posyla mi usmiech i wstaje. Kieruje sie do wyjscia. Odwraca sie, patrzy na mnie - Harry potrzebuje siostry, a nam przydałaby sie taka idiotka przy boku - wypowiada ostatnie slowa. Usmiecham sie. Znow potrafie sie usmiechnac. Szatyn wychodzi, zostawia mnie. Musze to przemyśleć.

---------------------------------
Nie wiem co ja wyprawiam! 
Tyle czasu juz minelo. 
Przepraszam, tak szczerze.
Czytalam dzisiaj rano mojego bloga.
I naszło mnie na napisanie, wiec o to i jest rozdział. 
Pewnie juz nikogo tu nie ma, no ale
ENJOY! 



sobota, 15 września 2012

013.


- Nic,  kurwa, nic Harry. Nie słyszałeś? Mam powtórzyć? – spytał Louis i spojrzał na mnie z pogardą w jego szaro-niebieskich oczach.
- Nie, nie powtarzaj! – warknąłem, przeklinając – Ja nie mogę, kurwa. – wstałem gwałtownie z krzesła i ruszyłem do wyjścia z kuchni, jednak mocny ucisk na moim nadgarstku sprawił, że się zatrzymałem – Co, do chuja?!
- Gdzie ty idziesz?
- Wpierdolić tej pakistańskiej kurwie za zaliczenie siostry, cholera! A potem walnąć Liama, domagając się odpowiedzi na pytanie, które mu, do cholery, zadam!
Tomlinson przyciągnął mnie do siebie, trzymając za ręce, przez co nie mogłem  wykonać żadnych ruchów. Stałem w miejscu, patrząc na niego z mordem w oczach.
- Louis! Puść mnie! – krzyknąłem, obserwując chłopaka.
- Oj, zamknij się. Posłuchaj mnie i bądź cicho, proszę. – mruknął delikatnie poluzowując uścisk na mych ramionach.
- Co? – burknąłem w odpowiedzi.
- Teraz jesteś poddenerwowany, a wręcz wkurwiony. Robisz to co od razu pomyślisz. Działaś impulsywnie. – puścił mnie, a ja usiadłem na krześle – Harry, słuchasz mnie? – spytał, delikatnie podnosząc mój podbródek, zmuszając mnie tym, abym spojrzał w jego małe oczy. – Przemyśl to. Chcesz wpieprzyć Zayn’owi? Zrób to. Ale najpierw zastanów, się czy to właśnie jego powinieneś uderzyć. – szepnął – Może okażę się, że to wcale nie jego wina. Nie wiesz, jak było naprawdę. Styles, do cholery, to twój przyjaciel. Nie skrzywdziłby twojej siostry. A Liam? Ten, to przegiął. Ale pogadasz z nim później, jak się uspokoisz.
- Dobrze, Louie. – zdrobniłem jego imię, chcąc mu pokazać, że się uspokoiłem – Ale.. jak wytłumaczysz narkotyki, palenie i cięcie? – mruknąłem, patrząc we własne dłonie.
- Nie wiem, Harry. Nie znam jej tak jak ty. Nie będę Ci podsuwał żadnych sugestii, po to jest bezsensu. Z nią też musisz poważnie porozmawiać. – wziął jedno z drewnianych, wysokich taboretów i ustawił stołek obok mnie, zasiadając na nim. Objął mnie ramieniem, a ja oparłem głowę o jego tors. – Jesteś dobrym bratem, Harry. Zadbaj o nią i nie spieprz tego.
- Dzięki, Lou.
Przetarłem dłonią twarz, chcąc zastanowić się nad wszystkim.
Moja Berry spała z jednym z moich najlepszych przyjaciół, z którym pali i pije po kątach, a mój drugi najlepszy przyjaciel zaproponował jej randkę, chociaż ma dziewczynę i zwierzał się nam o tym, że myśli nad pierścionkiem zaręczynowym dla niej. Louis wydaje się być mocno wkurzony na mnie, przez co pokazuje, że jednak zależy mu na mojej siostrze. Czyżby Tomlinsona dopadła zazdrość?
Nie. Niemożliwe. Ma Eleanor.
Chociaż.. czy mając dziewczynę nie jest się zazdrosnym o inne?
W sumie to sądzę, że nie powinno się być.
A Niall? Co, do cholery, blondyn zrobił? Kurwa.
To wszystko jest skomplikowane! Kurwa!
I ciągle, kurwa, mówię ‘kurwa’.
A ja jestem na skraju wytrzymania, bo pomimo, że się uspokoiłem, mam nadal ochotę uderzyć jednego i drugiego. Jebane lowelasy…
- Ja pierdolę, nie.. nie. A Niall? On ma coś z tym wspólnego, Louis? – szepnąłem załamany, podnosząc wzrok na szatyna.
- Nie. Przynajmniej tak mi się wydaję.. nie.. nie wiem, Harreh.. – mruknął i przytulił mnie do siebie.
- Po co ja ją tu przywiozłem…
- Nie myśl o tym, Hazz…
***
Obudziły mnie promienie słońca, które bezkarnie wpadały do sypialni przez duże okno i oślepiały moje oczy, chociaż miałam przymknięte powieki. Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Miałam na sobie czarny T-Shirt z wycięciem w serek. Palcami lewej ręki dotknęłam materiału i podłożyłam sobie pod nos, wdychając zapach owej bluzki.
Słodkie, lecz wyraziście męskie perfumy wymieszane z dymem tytoniowym i domieszką alkoholu.
Zayn.
Spędziliśmy upojną i.. ciekawą noc, która na pocałunkach się nie skończyła.
Tak, przespałam się z owym Malikiem. Jak mi z tym?
Dziwnie, chociaż teraz trzeba zadbać o to, aby Harry, ani żaden z bananów się nie dowiedział i będzie dobrze.
Co z nim? Czy czuję do niego coś więcej, niż tylko damsko-męską przyjaźń, która nie według mnie nie istnieje?
Nie.
Przynajmniej tak mi się wydaję.
Owszem, struś do najbrzydszych nie należy, a nawet jest trochę za przystojny. No błagam, widzieliście go kiedyś?
No właśnie.
Ale to było.. jednorazowe? Chyba tak. Właśnie, chyba. Czy to głupie ‘ chyba ‘ zawsze ostatnio musi się u mnie pojawiać?
Jedno jest pewne.
Nie mam pojęcia jak się do niego odnosić, ani zachowywać.
Odwróciłam się i popatrzyłam w stronę, z której dochodziły do mnie jakieś pomruki. Zayn jąkał coś pod nosem, raz się uśmiechając, a potem krzywiąc. Biedakowi coś się śni.
Z niewiadomych mi przyczyn, ani powodów, pogłaskałam chłopaka po torsie i pocałowałam w policzek. Malik mruknął coś i uśmiechnął się lekko. Na moje szczęście, chłopak spał. Gdy zorientowałam się co przed chwilą zrobiłam szybko wstałam i energicznie pokręciłam głową.
Po co ja to robię? Liczę na coś w zamian?
Zayn był tylko przyjacielem, a może nawet znajomym, od papierosa. I tak miało zostać. Jednak nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli, prawda?
***
Ja nie spałem.
Ja improwizowałem.
Jak bardzo dziwnie to zabrzmiało? Aż za bardzo.
Gdy poczułem jej dłoń na moim, zbytnio nie umięśnionym, torsie, a następnie delikatne usta, które ostatniej nocy sprawiły, że szalałem i dochodziłem, krzycząc jej imię, na moim policzku, zrobiło mi się tak dziwnie miło. Moje policzki zaczęły mrowieć, a usta same wygięły się w delikatnym uśmiechu. Zauważyła to? Módlmy się, oby tak nie było.. chociaż, ja przecież śpię, nie?
Dobra, koniec teatru.
Zacząłem udawać, że się przeciągam i ziewnąłem długo. Otworzyłem oczy, które ciągle były zamknięte, jakby ktoś się pytał, i rozejrzałem po mojej sypialni. Berry siedziała na wysokim parapecie, oglądając widok zza okna, który do jakiś nie zwykle ciekawych nie należał – parking, samochody, ochroniarz, dalej jakieś sklepy i ulica. Wyglądała niezwykle pociągająco w moim ciemnym podkoszulku.
Ziewnąłem kolejny raz, aby zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Gdy na mnie spojrzała posłałem jej uśmiech i palnąłem:
- Jak się spało? – dopiero po paru sekundach, jak nie odmawiała, doszedł do mnie sens i dwuznaczne znaczenie słów – O Boże.. – mruknąłem, chowając głowę w dłoniach – Znaczy…no wiesz, bo.. o, jejku..
Gdy usłyszałem jej perlisty śmiech, odważyłem się spojrzeć w jej stronę. Policzki miała lekko zaczerwienione, usta wygięte w uśmiechu, a w oczach dostrzegłem te wesołe iskierki.
Zwinnie zeskoczyła z parapetu i podeszła do mnie bliżej. Pochyliła się nade mną, niemal mogłem ponownie zobaczyć jej biust, jednak spojrzałem na jej usta, które właśnie oblizywała. Jęknąłem cicho, czując jak mój przyjaciel się budzi. Dziewczyna zagryzła lekko wargę i spojrzała na mnie:
- Nie było najgorzej.
Po czym jak gdyby nic się nie stało, odsunęła się ode mnie i wykonując jakże normalne, ale w jej wykonaniu naprawdę seksowne ruchy, wyszła z pokoju, uprzednio zabierając jej wczorajsze ubranie i bieliznę.
Ona kusi.
 Westchnąłem głośno, klepnąłem się w czoło, chcąc skarcić siebie za moje myśli. Podszedłem do szafy, uprzednio wstając z łóżka. I dopiero przy meblu zorientowałem się, że coś nie jest w porządku. Czuję się dobrze. A zwykle po piciu dużej ilości alkoholu mam tego cholernego kaca, który raczej jest nieunikniony. A dzisiaj? Nawet głowa mnie nie boli, ani nie mam mdłości. Cud. Nie ma co płakać.
Staram się myślami nie wracać do ostatniej nocy. To było dość… interesujące doświadczenie. Jak idiotycznie to brzmi? Przespałem się z przyjaciółką, siostrą mojego najlepszego kumpla, w dodatku, kurwa, podobało mi się i chętnie zrobiłbym to jeszcze raz, a ja to nazywam interesującym doświadczeniem?
Malik, co z tobą jest nie tak?
Otworzyłem szafę i wziąłem pierwsze lepsze ciuchy – boksy Calvin’a Klein’a, niebieska podkoszulka z wycięciem w serek i szare spodnie. Szybko narzuciłam to na siebie. Dodałem jeszcze parę bransoletek i długi naszyjnik z kostką do gitary. Włożyłem na stópki ciepłe skarpetusie i zadowolony z efektu wyszedłem z sypialni. Berry nadal okupywała łazienkę, więc od razu zszedłem na dół. Wstawiłem wodę na kawę, wyjąłem z szafki dwie miski, mleko i płatki śniadaniowe – nie ma to jak romantyczne śniadanie we dwoje. Zaśmiałem się cicho i położywszy wszystko na stole, usiadłem na jednym z czarnych krzeseł. Oparłem brodę na ręce i popatrzyłem na zegarek, który wisiał na ścianie. Parę minut po dziewiątej. Przetarłem zmęczone oczy i położyłem głowę na stole.
- Płatki, serio, Malik? – znikąd pojawiła się Berry, która stała i wpatrywała się we mnie z politowaniem i śmiechem w jej piwnych oczach.
- Yhym, są bardzo zdrowe. – odparłem, kiwając głową i uśmiechając się do dziewczyny.
- Jak z dzieckiem.. – mruknęła pod nosem, a po chwili już siedziała i konsumowała owy posiłek.
Zacząłem się lekko śmiać, gdy zobaczyłam, że zostały jej wąsy po mleku. Co jak co, ale wyglądała cholernie uroczo.
- Czego rechoczesz, strusiu?
- Został ci ślad po mleku. – wyjaśniłem, w powietrzu pokazując jej gdzie.
- Tu? – spytała, wskazując na jej usta.
- Zaraz Ci pokażę. – mruknęłam, praktycznie w jej twarz, po czym wbiłem się zachłannie w jej wargi, ówcześnie zlizując mleko. Nie mam pojęcia po co to zrobiłem, ale cholernie stęskniłem się za smakiem jej ust.
Dziewczyna nie była mi dłużna, bo po chwili usiadła na moim kolanach i objęła mój kark rękami, a ja objąłem brunetkę w talii. Było gorąco, nie powiem, że nie. Delikatnie przygryzłem jej wargę, pociągając ją w moją stronę, a po chwili nasze języki toczyły zaciętą walkę o przewagę. Nie przerywając pocałunków, wziąłem ją za uda i posadziłem na stole.
- Co to, kurwa, jest?! – krzyk Harry’ego przebudził nas i szybko od siebie odskoczyliśmy. Jak on i Louis weszli do mieszkania? Chyba zamykałem.. albo i nie. No, raczej nie. Zaczęło się.
- Ty, muzułmańska kurwo! – podszedł do mnie i chwycił za bluzkę, po czym mocno popchnął mnie na szafkę kuchenną i kopnął w brzuch orazuderzył mnie pięścią w twarz. Po tym otrzymałem jeszcze kopniaka w żebra i ponowne popchnięcie na szafki. Prawego sierpowego to ma niezłego. Zatoczyłem się i upadłem na kolana. – Skurwiel!
- Harry, przestań! – usłyszałem krzyk Louis’a, który najwidoczniej odciągnął loczka ode mnie.
- Kurwa, Harry, kretynie. Pojebało się do reszty? – rozpoznałem głos Berry, która w przeciągu kilku sekund znalazła się przy mnie i próbowała pomóc mi wstać. – Jak się czujesz? – szepnęła delikatnie.
Wszystko w porządku, oprócz tego, że nie mogę oddychać.
Naprawdę nie mogłem. Próbowałem złapać oddech, co wyszło mi dopiero po kilku sekundach. Zacząłem kaszleć i wyplułem krew, pomieszaną ze śliną.
- O, Boże.. – szepnęła pod nosem Berry.
- Żyję, jest dobrze. – zaśmiałem się cicho i wstałem na nogi, z lekką pomocą dziewczyny. Parę sekund później znów opadłem na podłogę, przez bolące nogi i zebra.  Harry stał parę metrów ode mnie, patrząc na mnie z przerażeniem w oczach. Louis, który do tej pory trzymał Harry’ego, spojrzał na mnie z troską w tęczówkach i podszedł do mnie. Dotknął moje policzka i wziął mnie na ręce, przenosząc do salonu, gdzie ułożył mnie na kanapie.
- Wszystko w porządku?
- Bywało lepiej. – mruknąłem, uśmiechając się lekko. Nie byłem zły na Harry’ego, doskonale go zrozumiałem. Zachował bym się dokładnie tak samo, gdybym widział jak mój przyjaciel, całuje moją siostrę, jak nawet nie są parą.
- Zayn… ja nie chciałem.. to był impuls, Zayn.. przepraszam.. Zayn. – szepnął Styles.
- Nie szkodzi. – przetarłem palcem po twarzy, a dokładniej łuku brwiowym i wardze, i przeraziłem się gdy zobaczyłem na palcu serdecznym krew – No, pięknie. Jutro z sesji raczej nic nie wyjdzie. – mruknąłem pod nosem. – A tak, w ogóle, to masz mocnego sierpowego.
- Wybacz.
- Chłopcy! Dajcie pospać człowiekowi w niedzielę. Przypominam, że jutro idziemy do studia, na sesję oraz wywiad, a ja chcę ten ostatni dzień się wyspać. – to kuchni wszedł zaspany Liam, który miał jedno oko przymknięte, a drugie w pół otwarte i ziewał co krok. Jak on tu przyszedł? W takim stanie? Podziwiam go… – Zayn, ty krwawisz? Czy to ja widzę czerwony przed oczami? – spytał zdezorientowany i wszedł w ścianę po czym się przewrócił. Szybko podniósł się, lecz gdy zobaczył, że obok mnie stoi Berry, cofnął się o krok do tyłu i zaczął kierować się do wyjścia.
- Stój, Liam. – warknął Styles, łapiąc chłopaka za łokieć i pociągając w naszą stronę. – Czemu, kurwa? – dał mu z liścia w policzek.
- Ej, mnie potraktowałeś gorzej! – mruknąłem.
- Zamknij się, błagam. Dziękuję. – burknął i spojrzał na Payne’a, który stał jak jakiś cioł i ziewał, trzymając się za czerwony policzek.
- Harry! Powaliło cię? – spytał, zirytowany .
- Nie, ale za to ciebie i owszem. – stwierdził najmłodszy i kontynuował – Czemu, do chuja, zaprosiłeś Berry na randkę?! Co z Danielle?
- Co? – spytałem, patrząc na Harry’ego, który stał z krzyżowanymi rękami na klatce piersiowej – Co? – powtórzyłem, patrząc na Liam’a, który uciekał wszędzie wzrokiem – Co, do cholery jasnej?! – krzyknąłem, obserwując Berry. – Byłem tylko zabawką na jedną noc? Napić się, zapomnieć i przespać?! No mów. Pochwal się. Było ci źle i smutno, więc chciałaś się zabawić, hm? Tylko czemu ja?! Musiałaś?! Czemu wylądowałaś ze mną w łóżku?! – popatrzyłem na nią kpiącym wzrokiem i prychnąłem głośno – A, co by było gdybym Ci odmówił?! Do kogo byś poszła? Niall czy Louis?! A może sprzedałabyś się pierwszemu lepszemu?! Dziwka.
- Spałaś z nim?! – krzyknął Liam, mordując dziewczynę wzrokiem.
A ona po prostu stała i wpatrywała się we własne stopy, połykając łzy. Ani trochę nie było mi jej szkoda, przeciwnie, miałem ochotę coś jej jeszcze powiedzieć.
- Dobra, dobra, dobra. Zamknijcie się już, okej? – wtrącił Louis, próbując naprawić sytuację.
- Ja mam się zamknąć?  Stary, dobrze się czujesz? – krzyknąłem w jego stronę.
- Tak, ty!
- Cicho już bądźcie! – mruknął Harry.
- Oj, zamknij się. Nie przypilnowałeś siostrzyczki i teraz kryzys, kurwa! – krzyknął Liam. Zdziwił mnie jego ton, chyba nawet nie tylko mnie, bo potem wszyscy przestaliśmy krzyczeć. I jedyne co słyszałem, to trzask drzwiami.
Staliśmy parę minut w ciszy, głęboko oddychając, aż do kuchni wbiegł Horan.
-Co się stało? – zapytał na wejściu – Widziałem Berry, nie wyglądała najlepiej, płacząc – mruknął i skrzywił się lekko.
- Właśnie ona się stała, kurwa. – mruknął Harry i usiadł na krześle. Wszyscy oprócz Niall’a poszli w jego ślady, natomiast blondyn wybiegł z mieszkania, mówiąc, że jesteśmy czterema ciotami, którzy nie umieją zadbać o dziewczyne. Aha, good to know, bro.
Spojrzałem na grobowe miny chłopców.
Wyczuwam poważną i długą rozmowę.
***
Wybiegłem z mieszkania Zayn’a i jak najszybciej się dało, wszedłem do windy. Parę razy wcisnąłem P, co miało świadczyć o tym, że jadę na parter.
Martwię się o nią.
Owszem, nie jest jedzeniem, a mi.. no cóż, sam nie wiem. Gdy ją zobaczyłem taką zapłakaną, poczułem w środku coś, jakby znak, że powinienem za nią iść. Powinienem ją uchronić, zadbać o nią. Ale czemu?
Przecież to tylko Berry, przyjaciółka, prawda? Jednak.. nie chcę, żeby jej się coś stało. Nie chcę doprowadzić, żeby była smutna. A słysząc urywki ich kłótni, mogę wnioskować, że najszczęśliwsza teraz raczej nie jest.
Gdy usłyszałam charakterystyczne pyknięcie wyszedłem z windy i podbiegłem do recepcji.
- Hej, Karen. – mruknąłem szybko – Widziałaś może Berry? Była tu? Gdzie poszła?
- Niall, spokojnie. – zaśmiała się krótko, jednak mi nie było do śmiechu – Tak, była tu. Jakieś pięć minut temu wyszła z kompleksu.
- W którą stronę poszła?
- Nie wiem, nie widziałam. Wybacz.
- Oh, w porządku, dzięki Kar. Do zobaczenia! – krzyknąłem i szybko opuściłem budynek. Rozejrzałem się na wszystkie strony, lecz jej nie ujrzałem. Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem jej numer.
Odrzuciła połączenie.
Czego byś się spodziewał, Horan?
Podbiegłem do budynki z ochroniarzem i spojrzałem na  Jima.
- Coś się stało, panie Horan? – zapytał.
- Ile razy Ci mówiłem, żebyś mnie tak nie nazywał? – mruknąłem zdenerwowany – A, nieważne. Widziałeś Berry?
- Kogo?
- Siostrę Styles’a. Wysoka, szatynka, szczupła, długie włosy.
- A, ją. Tak, pobiegła w tamtą stronę. – wskazał na lewo i popatrzył na mnie – A coś się stało?
- Tak, ale.. dobra, idę. Dzięki, Jimmy! – powiedziałem i popędziłem we wskazaną stronę. Biegłem jak szybko się dało, rozglądając się na boki. Wpadłem na kogoś, mruknąłem krótkie przepraszam i ruszyłem dalej.  Wbiegłem do parku.
Zauważyłem ją. Siedziała skulona na ławce, wśród drzew. Włosy opadały jej bezwładnie na ramiona, a w prawej dłoni trzymała szluga i zaciągała się.
Cicho, by mnie nie usłyszała, ruszyłem w jej stronę. Gdy znalazłem się tuż obok dziewczyny, przykucnąłem obok Berry.
- Hej, zostaw to. – szepnąłem i delikatnie wyjąłem papierosa z jej ust, po czym zgasiłem o kant ławki i rzuciłem za siebie. Spojrzałem w jej zapłakane oczy i coś we mnie pękło. Widok tych smutnych tęczówek, które zawsze błyszczały radością, był nie do zniesienia. Bez zastanowienia przytuliłem ją do siebie. Dziewczyna najpierw się opierała i mnie odpychała, ale potem przylgnęła do mnie i ułożyła głowę na mojej klatce piersiowej. Potarłem jej zimne plecy, po czym pomogłem wstać. Narzuciłem jej na ramiona moją fioletową bluzę i uśmiechnąłem się lekko. Skinęła głową, w ramach podziękowania. Ruszyliśmy przed siebie w idealnej ciszy. Poruszał się niespokojna, widocznie się czegoś bała.
- Berry. – mruknąłem i zatrzymałem ją, łapiąc za rękę – wszystko w porządku?
- Nic nie jest w porządku, Niall. – szepnęła, patrząc przed siebie – Jestem zwykłą dziwką…
- Hej, hej. To nieprawda. Po prostu się pogubiłaś w uczuciach..
- Nie. Wiem swoje, naprawdę.
- Ale..
- Nie gadajmy o tym, proszę..
- Dobrze, nie ma sprawy. – ruszyliśmy dalej, czasem ocierając się o ramię. Park był pusty. Co było dziwne, zważając na to, że była szesnasta. Jak ten czas leci. Westchnąłem głośno, czym zwróciłem uwagę dziewczyny.
- Co? – mruknęła, patrząc na mnie z uniesioną brwią.
- Nie nic. – poczułem jak coś mokrego spada mi po twarzy. Spojrzałem w górę. No pięknie, deszcze. – Idealnie..
- Chodź, zmokniemy zaraz – powiedziała i pociągnęła mnie. Ja jednak szybko ją zatrzymałem i przyciągnąłem do siebie. Naciągnąłem jej kaptur mojej bluzy na jej głowę i chwyciłem go, czym delikatnie ją do siebie przyciągnąłem.
- Nie, spokojnie.. Teraz zrobimy to, jak w romantycznych filmach.
- Co? Niall, bredzisz..
- Pocałuj mnie. 

sobota, 25 sierpnia 2012

012


Jechałem właśnie windą na ostatnie piętro apartamentowca, w którym mieszkam w chłopakami i tymczasowo z Berry. Gdy usłyszałem charakterystyczny dźwięk, świadczący o tym, że dojechałem, wyszedłem na korytarz. Przeszedłem przez niego, podśpiewując pod nosem jakąś piosenkę z lat osiemdziesiątych. Zatrzymałem się przy drzwiach od mieszkania mojego i Harry’ego. Szukając w tylnych kieszeniach spodni kluczy, rozglądałem się po korytarzu. Dziwnie cicho, jak na chłopców. Gdy znalazłem upragniony przedmiot wsadziłem go do zamka, z chęcią otworzenia drzwi. Zrobiłbym to, gdyby ktoś nie wyleciał z apartamentu Liam’a, zatrzaskując przy tym mocno drzwi wejściowe. Szybko odwróciłem się na pięcie i dostrzegłem, o dziwo, Berry, która stała przy ścianie, głęboko oddychając, jakby chciała się uspokoić. Chyba nie zauważyła mojej obecności. Cicho zacząłem do niej pochodzić.
- Hej, wszystko w porządku? – spytałem, gdy znalazłem się metr od niej.
Brunetka podniosła głowę, spojrzała na mnie i zaczęła powoli odchodzić, kierując się w stronę swojego mieszkania.
- Berry? – ponowiłem pytanie i ruszyłem za dziewczynę.
- Odczep się, Tomlinson. – mruknęła i przetarła oczy. Płakała? Dobra, to już serio dziwne. Chciała nacisnąć klamkę do jej apartamentu, ale szybkim ruchem złapałem ją za nadgarstki i przyciągnąłem do siebie. Popatrzyłem w jej, naprawdę piękne, brązowe oczy.
- Co się stało? – spytałem. – Nie płaczesz bez powodu. – dodałem i kciukiem starłem pojedynczą łzę, która spływała jej samotnie po policzku.
- Nie płaczę w ogóle. – powiedziała, spuszczając głowę. – Możesz mnie, z łaski swojej, puścić? Bo zacznę krzyczeć. – zaczęła się szarpać, lecz byłem za silny, żeby się mi wyrwała. Przydała się ta siłownia raz w tygodniu… - Tomlinson, do cholery! Puść mnie, kurde! – Dupa, wkurzyłem się.
- Styles, ogarnij się! Czemu ty tak ciągle udajesz? Ciągle starasz się pokazać, że jesteś samodzielna, nie potrzebujesz nikogo. Udajesz, że jesteś zimna i wredna. Ale dobrze wiemy, że taka nie jesteś! Po co to robisz? Jesteś chamska na darmo, wiesz? Po co? Odpowiedz mi, bo naprawdę nie wiem. -  wygarnąłem jej co o niej sądzę. Zresztą, to nie tylko moje zdanie. Harry uważa tak samo, tego już nie dodałem. Nie chciałem być tak wredny jak ona… No bo po co?
Nic nie mówiła, tylko patrzyła się w dół. Czyli już znam słaby punkt Berry.. Wreszcie się ocknęła i zaszczyciła mnie swoim spojrzeniem.
- Masz rację. – szepnęła – Taka jestem i już tego nie zmienię, jasne? A z resztą.. co ci do tego? – mruknęła, powstrzymując się od płaczu.
- Czemu to robisz? Po co ukrywasz łzy? Przecież to nic strasznego… - mruknąłem. – A z resztą.. nie ważne. Powiesz mi co się stało, proszę? – spytałem z nadzieją.
- Liam się stał. – szepnęła i skorzystała z tego, że przeżyłem lekki szok i ją puściłem. Szybko się wyrwała i wbiegła do swojego mieszkania, głośno zatrzaskując drzwi.
Tego to się nie spodziewałem. Że Liam? Liam, który ponoć jest w szczęśliwym związku z Danielle?
Trzymajcie mnie, bo nie wytrzymam.
Czyli mam rozumieć, że Liam zrobił coś, co skrzywdziło Berry?
Głupi Payne.
Nie, stop, wróć. To nie powinno mnie obchodzić. Nie powinienem się tym martwić. Bo przecież to tylko Berry, prawda? Nie powinienem o niej myśleć, ani jej wspominać, nie powinienem stać pod jej drzwiami z nadzieją, że je otworzy i przylgnie do mnie, prosząc abym objął ją ramionami, racja?
Dlatego byłem dla niej nie miły, ignorowałem ją, chciałem, żeby za mną nie przepadała. Unikałem jej towarzystwa, tylko po to, aby teraz się tak nie zachowywać. Robiłem to wszystko, żeby o niej nie myśleć, ani nie marzyć. Kłóciłem się z nią, by ona uważała mnie za dziwnego, by nie miała ochoty ze mną rozmawiać.
I wystarczyła tylko jedna rozmowa, żeby zniszczyć efekt mojej pracy, jedna głupia wymiana zdań, abym sobie coś uświadomił. Ale nie, nie pokaże tego, nie powiem o tym nikomu. Dalej będę się starał nie poczuć tego durnego uczucia, które by tylko dało mi nowe kłopoty, które by skrzywdziło i zezłościło parę osób.
Będę starał się nie zakochać.  
***
Przeglądałem się w lustrze, zastanawiając się w co się przebrać. Westchnąłem głośno i poprawiłem mokre loki. Pewnie wyglądam jak Baby Tarzan, no ale nie ważne. Nie ma to jak wspólna kąpiel pod prysznicem w ciuchach, hm? Mam siedemnaście lat, a czuję się jakbym miał co najwyżej siedem. Odmładzam się, dobrze dla mnie, nie?
Zaśmiałem się z własnej głupoty i otworzyłem szafę. Na pierwszy ogień zaatakowały mnie brudne jeansy i biała, przepocona koszulka. Tak, taki mam system. Brudne rzeczy do szafy. No bo po co przejść te parę metrów więcej i wrzucić je do kosza z rzeczami do prania, racja? Tylko bym się zmęczył.
Zaczynam być jak Zayn i Berry w jednym.. O Boże, to złe połączenie, Styles, ogarnij się i to już!
Znowu zacząłem się chichrać sam do siebie. Z niewiadomych dla mnie przyczyn czuję się jakbym powdychał trochę Marihuanny. No wiecie, bycie na haju i te sprawy. Takie trudne sprawy. Ja pierdolę.. Dlaczego ja? To dopiero ukryta prawda, nie sądzicie? Zaraz zrobię sobie jakieś pamiętniki z wakacji.
Walnąłem się w czoło i zacząłem się uspokajać. Wziąłem czarne rurki, biały T-shirt w serek, jakieś tam skarpetki w kropki i ubrałem się w te rzeczy. Jakby co, to bokserki już miałem na sobie, żeby nie było, że nie noszę.
Wychodząc z mojej sypialni wziąłem jeszcze białe Conversy, które wsunąłem na stopy oraz zwykłą jeansową kurtkę (która była Zayn’a, ale ci… nic nie wiecie) i narzuciłem ją na ramiona.
Zszedłem po schodach na dół, wstąpiłem do kuchni i wziąwszy jabłko skierowałem się do salonu. Rzuciłem się na kanapę z cichym westchnięciem.  Poleżałem chwilkę wpatrując się w interesujący sufit, po czym zacząłem grać w Pokemony na PlayStation. Interesujące, zdaję sobie z tego sprawę.
Właśnie mój Pikachu miał ewoluować w Raichu, ale ktoś wszedł do mieszkania. Zastopowałem grę i poszedłem sprawdzić, kto śmiał zakłócić moją grę.
Gdy zobaczyłem Louis’a uśmiechnąłem się. Dawno nie spędzaliśmy razem czasu. Podszedłem do niego z chęcią opowiedzenia jakiegoś suchara, którego i tak nie rozumiem, ale zobaczyłem jego smutną twarz, na której nie gościł nawet cień uśmiechu. To do niego nie podobne, Tommo prawie zawsze był wesoły.
- Hej, Hazz. – mruknął, wymuszając uśmiech, co mu nie wyszło, bo na jego twarzy pojawił się grymas. – Co tam?
- Nie ważne, Loueh. Powiedz mi, co się dzieje z tobą. Pokłóciłeś się z Eleanor, hm?
- Nie. – odpowiedział i skierował się na górę do swojej sypialni – Wybacz, Harry, ale błagam, daj mi spokój.
- Nie, Louis. Jesteś moim przyjacielem, nie lubię patrzeć, jak jesteś smutny. Widzę, że coś cie przytłacza. – oświadczyłem i ruszyłem za chłopakiem. Dogoniłem go i stanąłem przed nim. Widząc jego smutną twarz, coś mi się zrobiło w środku. Coś zabolało.  – Hej, Boo Bear. – szepnąłem, przytulając chłopaka – Nie musisz mi mówić, nie naciskam. Po prostu się martwię.
- Wiem, Harry i dziękuję ci za to. – mruknął w moje włosy słabym głosem – Muszę przemyśleć parę rzeczy, wiesz jak to jest. Obiecuję, że potem ci powiem, mały. Dobrze?
- Okej. – szepnąłem odsuwając się od niego, posłałem mu lekki uśmiech, co odwzajemnił – Ale pamiętaj, że jakby co to masz mnie. Zawsze znajdę czas, by z tobą porozmawiać.
- Wiem, Harry, pamiętam.
***
Po nieprzespanej nocy siedziałam w wspólnym mieszkaniu, na czarnej sofie, czekając na czwórkę chłopaków, tak, na czwórkę, Liama mam dość, oglądając program kulinarny, w którym ponoć miał być gość z Wenezueli, yhym..
Ta, na pewno. Poszedł sobie do solarium, przeczytał jakąś książkę kulinarną i wygląda i czuje się jak nowonarodzony Wenezuelczyk.
- O Berry, błagam, pomóż mi. – do salonu wszedł Louis, a za nim wleczący się Niall z Harrym na plecach. Z czym, ten drugi mazał Horan’a po twarzy…pomidorem? Aha.
- Nie mam ochoty na żarty, Louie.
- Berry jakaś tam Styles, wybacz, ale nie znam twego drugiego imienia, ja Louis William Tomlinson – William? Hm.. ładnie.  – proszę, abyś pomogła mi z twoim rodzonym bratem i tym czymś drugim. To jak? – widząc moją minę, chłopak przestał mnie prosić o cokolwiek, tylko zapytał:  - Powiedz mi tylko, co mam zrobić?
- Zdetonuj. – mruknęłam, wzdychając i obojętnie wzruszając ramionami.
Z korytarza usłyszałam lekki śmiech. Jego śmiech. Spojrzałam w kierunku chłopaka, a gdy nasz spojrzenia się spotkały, Liam szybko odwrócił wzrok i wyszedł z mieszkania. Świetnie, nie?
Po co mnie zapraszał, gdy miał dziewczynę? Po co? Chciał mnie skompromitować? Upokorzyć? Mieć powód do śmiechu? Czy miałam być zabawką na jedną noc? Zaliczyć, zostawić.
A co jest najgorsze?
Jest mi, o dziwo, z tym źle i smutno. Plus, to mnie dołuje.
Zacisnęłam mocno oczy, by się nie rozpłakać. Harry i Niall byli sobą zajęci, więc raczej by nie zauważyli. Podniosłam głowę i napotkałam wzrok Louis’a. Współczujący wzrok. Szybko spuściłam głowę, nie chcąc by chłopak spojrzał w moje oczy.
Usłyszałam dobrze znane mi kroki, a potem lekko ochrypły głos bruneta.
- Dobry. – mruknął i zatrzymał się. Oparł się o framugę drzwi i spojrzał na nas. Na mnie zatrzymał wzrok najdłużej. Posłał mi lekki uśmiech, którego nie odwzajemniłam, czym się zdziwił. Posłałam mu porozumiewawcze spojrzenie i jednym gestem pokazałam o co chodzi. Zayn szybko zrozumiał przekaz i zaczął szukać tego w kieszeniach. Pokiwał twierdząco głową i uśmiechnął się leciutko, co akurat odwzajemniłam. Wstałam z kanapy, mamrocząc coś o tym, że idę.
A parę minut później siedziałam z Zayn’em na dachu budynku, wypalając Marlboro.
- Co słychać? – spytał, patrząc gdzieś w przestrzeń.
- Jakoś się żyje.
- Nie palisz bez powodu, nie? – popatrzył na mnie z góry, obejmując ramieniem. – Co się stało, Berry?
- Różnie i nic. – mruknęłam, opierając głowę na ramieniu bruneta.
- Reasumując.. – westchnął – Stało się coś i za cholerę mi tego nie powiesz.
- Jesteś jakimś jasnowidzem, czy coś?
Zaśmiał się lekko, kręcąc głową.
- Ktoś by mógł pomyśleć, że jesteśmy parą. – wtrącił.
- Zdarza się, a poza tym, wątpię, żeby na dachu siedzieli paparazzi. – zachichotałam i uderzyłam chłopaka w tors.
- Zabolało. – stwierdził.  – Zemszczę się.
Obiema rękami zaczął mnie łaskotać po całym ciele. Ze śmiechu, aż położyłam się na podłodze.
- Zayyyyyn… - śmiech – Błaaaagam! Przestań!
Chłopak położył się na mnie i uśmiechnął zadziornie. Był blisko, za blisko. Niemal czułam jego bicie serca, oddech i mogłam spojrzeć w jego oczy, naprawdę ładne oczy, z odległości pięciu centymetrów. - A co będę z tego miał?
- Zboczeniec.  Wiesz co?
- Yhym? – mruknął, gładząc mnie nosem po szyi. Przyjemnie.
- Mam ochotę się tak porządnie najebać.
Chłopak uniósł się na łokciach i popatrzył na mnie z politowaniem – Umiesz zepsuć romantyczny nastrój, wiesz?
- Ta, no wiem. – zaśmiałam się, nadal leżąc pod nim. – To jak? – spytałam, poruszając brwiami.
Malik zaśmiał się i uniósł prawą brew ku górze. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie skończyłaś jeszcze osiemnastki i raczej pić nie możesz?
- Tak, ale zdaję sobie również sprawę z tego, że jestem urocza, a barmani to kupią.
Brunet westchnął i popatrzył na mnie z zażenowaniem.
- Serio? – przygryzł wargę, obserwując mnie – Fakt, urocza jesteś. I tak, barmani to kupią, a potem wylądujesz z jednym w łóżku.
- Jak Liam.. – szepnęłam pod nosem.
- Liam?
- Nieważne. – powiedziałam, wysilając się na uśmiech. Zayn jeszcze chwile uważnie się na mnie patrzył, po czym spuścił wzrok.
- Powiedzmy, że tego nie słyszałem. – mruknął – Naprawdę, chcesz się najebać?
- Yhym.
- Dobrze. – popatrzyłam na niego jak na idiotę, a ten zaczął tłumaczyć – Najebiesz się, mi też się przyda, ale u mnie. Czemu? Po pierwsze, nie chcę żeby wyszły jakieś zdjęcie ze mną i tobą w klubie, bo Paul i Harry by się wkurzyli, po drugie, jeżeli się źle poczujesz, lub po prostu zaśniesz łatwiej będzie się cię przenieść do twojego mieszkania. Jakieś pytania?
- Zachowujesz się jakbyś był moim bratem, albo ojcem. – stwierdziłam. – Jeżeli to jest jeden warunek to się zgodzę. Masz Daniels’a?
- A czy wyglądam na kogoś, kto by go nie miał? – spytał i dopalił papierosa. – Która godzina?
- Dochodzi piętnasta. Chyba za wcześnie na picie, hm?
- Jak chcesz. – powiedział i wstał ze mnie. Podał mi rękę i przyciągnął do siebie. Stałam z nim twarzą w twarz.  Wziął pojedynczy kosmyk moich włosów i wsadził mi go za ucho. – I znowu romantyczny nastrój.
- Nie martw się. Pewnie znowu zaraz go popsuję. – uśmiechnęłam się do chłopaka i wtuliłam w jego tors.
- Za co to? – spytał rozbawiony, obejmując mnie.
- Dziękuję. – szepnęłam i spojrzałam w jego oczy, w którym dostrzegłam niezrozumienie – Za to, że wiesz, że jest mi z jakiegoś powodu źle i chce mi towarzyszyć w piciu. Oraz, że jesteś przy mnie.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło – Nie ma za co. Pamiętaj o mnie, okej?
- Yhym. – mruknęłam w jego obojczyk. Zamknęłam na chwilę oczy, aby rozkoszować się zapachem jego perfum – miło pachniesz.
- Ty też nie najgorzej – zaśmiał się cicho i odsunął mnie od siebie, a ja wydałam jęk niezadowolenia – No co?
- Ciepły jesteś. I ładnie pachniesz. Chodź tu jeszcze.
- Nie. – zaśmiał się. – Widzimy się u mnie?
- Okej.
               
                Stałam pod mieszkaniem Zayn’a, rozmyślając nad tym wszystkim.
Nieważne, pukaj.
Zapukałam i usłyszałam głos Malika zza drzwi – Wchodź!
Weszłam do apartamentu i przeszłam do salonu, skąd dochodziła cicha muzyka  Guns’ów. Uśmiechnęłam się pod nosem i pokierowałam się kuchni, gdzie zastałam bruneta, który..gotował?
- Co ty robisz?
- No wiesz, chciałem zrobić coś do jedzenia, a zresztą.. Nevermind.
- Nie trudź się, zamówimy chińszczyznę.  – mruknęłam i puściłam do niego oczko , ciągnąc chłopaka do salonu. Usiadłam na sofie, patrząc na Zayn’a, który usiadł obok mnie. – więc…
- Już idę. – zaśmiał się i poszedł do kuchni, po chwili wrócił z dwoma szklankami i butelką Jacka Danielsa.
- Po co szklanki? Nie lepiej z gwinta? – zachichotałam.
- Chciałem być kulturalny. – mruknął pod nosem i rzucił mi butelkę, a szklanki odstawił na stolik, stojący nieopodal kanapy. Szybko pozbyłam się zakrętki, a potem poczułam przyjemny smak cieczy.
- Chcesz? – spytałam Malika, który obserwował mój każdy ruch. Ochoczo pokiwał głową i napił się dwa razy tyle co ja. – Co alkohol robi z ludźmi..
- Ta, mam ochotę na wódkę. – mruknął, chichocząc.
- Czym chata bogata, Malik.
Po chwili piliśmy wódkę i jakieś drinki, które Zayn zrobił. Szumiało mi już w głowie o to nieźle.
- Take me down.. – zanuciłam.
- … to the paradise city.
- Where the grass is green.
- And the girls are pretty.
- Zjadłbym sera. – mruknął poważnie Malik.
- Ta, a ja szpinaku.
- Ej..
- Co?
- Lubię wiewiórki.
- Ty..
- Hm?
- Koale są spoko.
Spojrzeliśmy na siebie i jednocześnie zaczęliśmy rechotać.
- Ej, Berry.. W sumie, to jesteśmy do siebie podobni. Lubimy Guns’ów.
- Jesteśmy ładni.
- I niewyżyci.
- I zajebiści.
- Mamy zacne włosy
- Lubimy palić.
- Byłaby z nas para idealna – zaśmiałam się i zbliżyłam do bruneta – Berek! -  krzyknęłam rechocząc, ledwo wstałam z kanapy po czym chwiejnym krokiem wybiegłam z mieszkania. Chłopak był chyba mniej upity, albo bardziej doświadczony, bo ani razu się nie wywalił i nie miał spotkania czołowego ze ścianą, jak ja. Szybko mnie dogonił i pociągnął za rękę, przez co na niego wpadłam i zaczęłam się śmiać. Gdy już spoważniałam popatrzyłam w jego oczy.
- Co mi szkodzi? – mruknęłam do siebie, po czym go pocałowałam.
- Co ty robisz? – spytał zszokowany, jak się od niego oderwałam.
- Och, zamknij się i całuj, Malik.
Chłopak dosłownie wpił się w moje wargi. Te pocałunki były brutalne, co mi się spodobało.  Jego usta były gorzkie, czułam również tytoń. Zaczął ściągać ze mnie bluzkę, czego nie byłam mu dłużna bo jego pomarańczowa koszulka już dawno leżała za nami.  Oderwałam się od niego i westchnęłam.
- Jesteśmy na korytarzu. – mruknęłam, przygryzając wargę.
Chłopak szybko zrozumiał o co chodzi, bo już po chwili zatrzasnął drzwi od swojego mieszkania i całowaliśmy się na kanapie.
Ostatnie co pamiętam?
Rozbierający się Zayn. I jego dotyk na mojej nagiej skórze.
***
Wstałem z bólem głowy. Nie przespałem połowy nocy. Czemu?
Bo ciągle widziałem obraz ich razem. To znaczy.. całujący się Zayn i Berry.
Domyślam się co się stało później.
Uderzyłam z całej siły ręką w poduszkę, aby rozładować złość.
Uhm! Nie udało się.
Mam ochotę coś rozwalić.
O, wazon!
A może lepiej nie?
Lepiej będzie, jeśli pójdę i zaparzę sobie kawy i herbatki… z melisą. Na uspokojenie, czy coś.
Niemal zbiegłem po schodach, wbiegając do kuchni, gdzie zastałem Styles’a, czytającego gazetę i pijącego herbatę.
- O, wstałeś. – posłał mi uśmiech. Nic mu nie odpowiadając zalałem sobie herbatę i kawę. Harry najwidoczniej niedawno robił sobie picie, bo woda była wciąż gorąca. Jedyny plus na dzisiaj.
- Boo Bear, wszystko w porządku? – spytał z rozbawieniem w głosie.
- Z czego się śmiejesz?
- Dodałeś sobie soli zamiast cukru do kawy, a i to był kefir, nie mleko.
- Cholera. Kurde, jego mać.. Ciesz się, że nie przeklinam. – mruknąłem.
- Wow, zbawienie. – powiedział.
Siedzieliśmy chwilę w ciszy, ale czułem że muszę mu powiedzieć. To w końcu jej brat, nie?
- Harry?
- Hm, Loueh?
- Po co ściągnąłeś tu Berry? Chciałeś zacieśniać z nią braterskie relacje, no?
- Yhym..
- To czemu, do cholery, tego nie robisz? – spytałem, lekko podnosząc ton.
- No bo..jakoś nie mam czasu. – mruknął zażenowany.
- A będziesz miał czas, gdy będzie w szpitalu albo zajdzie w ciąże?
- Co? Louis, o czym ty mówisz? – podniósł głowę i wlepił we mnie zielone tęczówki.
- O prawdzie, Styles. Wiedziałeś, że twoja siostra sięgnęła po narkotyki i się cięła? Wiesz, że pali? Czy wiesz, że Liam zaprosił ją na randkę, chociaż spotyka się z Dan? A wiesz może jak spędziła wczorajszy dzień? Jak wspaniale było jej  z Zayn’em? Najpierw wspólny papieros, potem picie i na koniec seks? Może jeszcze z nim jest.. Wybacz, Harry, ale to prawda, ty nic o niej nie wiesz.
- Co, kurwa?!
_______________________________________________
Taka tam dwunastka. Moje wrażenia? 
Myślałam, że będzie lepsza, serio -,-  
No, ale opinie zostawiam dla was! :)
Jak tam przed szkołą, hm? ^^ Wakacje się udały?
Do następnego! :) 

+ informować się? zostaw w komentarzu nick z twittera.

środa, 18 lipca 2012

011.


- Oczy już mnie pieką – mruknęłam, lekko przymykając powieki.
- Wytrzymasz. – szturchnął mnie Horan, śmiejąc się cicho.
- Moje włosy. – burknął Zayn – Może, jeszcze zwiększycie strumień, co? – zapytał z ironią.
Po wypowiedzi Malika, jak na zawołanie Liam, odkręcił jeszcze mocniej kurek z wodą.
A co robię? Stoję sobie właśnie, z czwórką idiotów (potocznie zwanych 4/5 One Direction, taki szczegół) pod prysznicem w ‘’ Ich wspólnym mieszkaniu ‘’ .
Czemu?
Mam być szczera?
Nie mam pojęcia. Serio.
Na ten inteligentny pomysł wpadł Błyskotliwy Lokowany Banan, Harrold.
- Harry, ja się czasem zastanawiam, jak w ogóle my możemy być spokrewnieni, ciulu.
- Ale, że co? – spytał z dziwnym wyrazem twarzy.
Liam westchnął i strzelił facepalma, po czym zaczął mi tłumaczyć:
- No wiesz, Berry, siedemnaście lat temu, wasi rodzice postanowili mieć dziecko, więc pewnej nocy..
- Dobra, dobra. Skończ. Wydaję mi się, że znam dalszą część historii żywota naszego. – mruknęłam. – A co my tak w ogóle robimy pod tym prysznicem, w ciuchach?
- Bez jedzenia… - szepnął Niall, pod nosem.
- No wiesz, jak dla mnie ubrania możesz zdjąć. – mrugnął do mnie Zayn.
Po czym mulat pisnął niczym dziewczynka i popatrzył się na Harry’ego, który wręcz mordował go wzrokiem.
- Za co to?
- Ale co?
- Kopnąłeś mnie, matole!
- Wydaje ci się. – loczek uśmiechnął się do niego z ironią.
- To jak z tymi ciuchami? – mruknął do mnie Malik.
- Marzyć zawsze możesz. – uśmiechnęłam się do chłopaka wrednie oraz odwróciłam głowę.
- A gdzie Lou? – spytała Platynka, patrząc na nas.
- Wybył z Eleanor, Dziobaczku.  – odpowiedziałam.
- Dziobak? Myślałem, że jestem Platynowym Bananem – zaczął się zastanawiać , robiąc przy tym bardziej nieokreśloną minę.
- To teraz jesteś również Dziobakiem. Liam może być małpiątkiem, Harrold będzie nosił imię Tarzana, a Zayn to.. uhm.. – myślałem, mówiąc. – Pan Malik będzie strusiem albo pytonem.
- Struś? – spytał Zayn. – Pyton? To raczej Niall powinien być pytonem, bo on by potrafił zjadać jedno dziecko  naraz.
- Co? Jak? – Horanowi zaświeciły się oczy – Pyton, da fuck?
- Pytony są z rodziny węży z kladu Alethinophidia. Tradycyjnie klasyfikowane jako podrodzina dusiciel, z analiz filogenetycznych wykorzystujących dane molekularne nie wynika jednak jednoznacznie, że podrodziny Boinae i Erycinae są bliżej spokrewnione z pytonami niż z wężami z kladu Caenophidia m.in. połozowatymi, zdradnicowatymi i żmijowatymi. Tym samym istnieje ryzyko, że włączenie pytonów do rodziny dusicieli uczyniłoby tę rodzinę parafiletyczną; stąd też obecnie pytony częściej są klasyfikowane jako odrębna rodzina. Analizy filogenetyczne sugerują szczególnie bliskie pokrewieństwo pytonów z rodziną Xenopeltidae i rodziną/podrodziną Loxocemidae/Loxoceminae. Podobnie jak dusiciele, pytony są niejadowite; zabijają ofiarę oplatając ją i uniemożliwiając pracę klatki piersiowej, prowadząc do asfiksji. Pytony mają receptory wrażliwe na podczerwień w rowkach na górnej wardze pod nozdrzami, które pozwalają im wykrywać promieniowanie cieplne; to pomaga im zlokalizować pobliską zdobycz, zwłaszcza ciepłokrwiste ssaki. W odróżnieniu od dusicieli pytony są jajorodne. – wyrecytował Liam, patrząc na nas.
- Skąd ty to wiesz? –mruknął Struś. Podoba mi się ta nazwa, jest bardzo ckliwa. Nie? 0:1 dla mnie, czy coś.
- Liam po prostu uważał na lekcjach geografii, Strusiu. – oświecił nas Harry.
- Tarzanie, ty skończony, albo i nie skończony, niedotleniony, brudny idioto. Nie geografia, tylko biologia. – poprawiłam brata, uderzając go w tył głowy.
- Geografia, biologia. Jeden grzyb.
- Grzyb, z rodziny pleśniowatych.. – zaczął Liam, ale całą 4 mu przerwaliśmy, krzycząc.  – Ja chciałem tylko, żebyście się czegoś dowiedzieli. – wyjaśnił, krzyżując ramiona na klatce piersiowej niczym małe dziecko. Słodkie, małe dziecko. Tak, Liam naprawdę uroczo wyglądał.
Uśmiechnęłam się do chłopaka, nic nie mówiąc. Odwzajemnił gest i staliśmy w ciszy, którą przerwał Zayn.
- Możecie to wyłączyć? Tą wodę! Ona źle wpływa na mój organizm, a poza tym muszę zażyć Skrzypovity. – zbulwersował się Zayn.
- A nie Belissy Sun?
***
Tak naprawdę to nie chcę Skrzypovity, ani Belissy Sun, serio. Możecie wierzyć lub nie, ale skończyłem z upiększaczami. Było ciężko, ale za poradą psychologa przestałem je brać i nie jestem już uzależniony. O dziwo, moja cera się poprawiła, a włosy to już siódme niebo. Kocham siebie takim jakim jestem. A wiecie jakim jestem, nie? Wystarczy na mnie spojrzeć.
Bicz plis, jestem Zayn Malik.
Więc, czemu miałem już dość wspólnego prysznica w ubraniach? Wkurzało mnie zachowanie Liam’a i Berry. Czy oni naprawdę myślą, że nie widzę tych ich uśmieszków?
Zrobiło mi się jakoś.. przykro?
Tak, było mi smutno. Czyżby zazdrość?
Nie no, nie przesadzajmy.. a może?
Ale z drugiej strony jestem Malik, Struś ( skąd ona to wzięła?), ale zawsze Malik. Zayn Malik (to miało zabrzmieć, jakbym był Bondem, wyszło?)
Mógłbym mieć każdą, poleciałyby na moją skromność, ale nie Berry. Ona naprawdę jest inna od dziewczyn, które znałem wcześniej. Nie przejmuje się zdaniem innych, jest zabawna, nie boi się nam dokuczać i się z nas śmiać. Nie obchodzi jej co sobie ktoś pomyśli. Jest taka… wyjątkowa.
A do tego śliczna.
Tak, sądzę, że owa Berry Styles jest śliczna.
Owszem, podoba mi się. Ale to nie jest miłość. Co nie? W sumie to dawno nie byłem mocno zakochany, nawet nie pamiętam tego uczucia. A może jestem zazdrosny o Liama?
Nie no, w to wątpię. W sumie to nie jestem bi, ani homoseksualny. Więc wybaczcie, ale Ziam raczej nigdy nie będzie prawdziwy. Chociaż, nigdy nie wiadomo co będzie za parę lat.
Wyszedłem z łazienki w naszym wspólnym mieszkaniu i poszedłem zbadać teren. Eleanor i Louis’a jeszcze nie było, lepiej dla mnie. Nie żeby coś, ale po prostu chciałem rzucić się na kanapę i olać wszystko i wszystkich. No może,  z wyjątkiem Berry. Boże, znowu o niej myślę.
Jęknąłem przeciągle i podniosłem się z sofy, gdy zobaczyłem, że w moim kierunku idą mokrzy przyjaciele. Zaśmiałem się na ich widok, a oni na mnie popatrzyli.
- Z czego rechoczesz, strusiu? – mruknęła Berry, przeczesując palcami mokre i posklejane włosy.
- Jesteście mokrzy i dziwnie się prezentujecie.
- Ty też jesteś mokry, bananie.
- Zgasiłaś go, Berry Bear! – krzyknął Horan i przybił piąteczkę z brunetką.
- Berry Bear? – spytała, stojąc w lekkim szoku.
- No co? Też chciałem pobyć kreatywny. – mruknął chłopak, kierując się do wyjścia z mieszkania – Idę się przebrać, adios bejbe!
- Do kogo to było? – spytałem, patrząc na drzwi, przez którą przed chwilą wyszedł blondyn.
- Pewnie do mnie. – mruknął Harry i westchnął – Jak to fajnie, być kochanym.
- Tak, ale fajniej jest być normalnym. – stwierdził Payne z uśmiechem.
- Nikt z nas nie jest normalny, Liaś, a raczej małpiątko. – oznajmiła Berry i wyszczerzyła się do chłopaka. Ach, jak słodko… Wpadłem na świetny pomysł, wpatrując się w siostrę Harryego, która nadal miała problem z włosami.
- Pomóc ci? – spytałem, podchodząc do dziewczyny.
- Z chęcią przystanę na twoją propozycję. Ale jak zamierzasz to zrobić?
- Oj, nie marudź i chodź za mną. – mruknąłem, chwytając ją za rękę i ciągnąc w stronę drzwi. Wychodząc ujrzałem niczym niewzruszone spojrzenie Tarzana i wkurzony i zdziwiony wzrok Małpiątka. 0:1 dla mnie, Liam. Z uśmiechem otworzyłem ciemne drzwi i zaprosiłem dziewczynę do środka. Szybko przejrzałem się w mojej nieskazitelnie czystej klamce i dołączyłem do Berry, która stała na środku salonu, rozglądając się na wszystkie strony, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Uśmiechnąłem się do niej i mruknąłem, żeby chwilkę poczekała. Poszedłem do kuchni, chwyciłem wysoki taboret i wróciłem do dziewczyny. Ustawiłem stołek przy niej. – A teraz usiądź.
- Hm, okej. Siadam. – mruknęła i spoczęła na drewnianym krześle – I co teraz?
- Zaraz wracam! – krzyknąłem, biegnąc do łazienki. Wziąłem potrzebne kosmetyki, szczotkę, suszarkę, lusterko, grzebyk, lokówkę i prostownicę i udałem się do czekającej dziewczyny.
- O Boże.. – szepnęła, patrząc na mnie. – Co ty chcesz zrobić z moimi włosami? Jakby co, to umiem się bić. Trenowałam kiedyś karate, w sumie to jak miałam pięć lat ale pamiętam parę chwytów.
Zaśmiałem się na słowa dziewczyny i uśmiechnąłem tajemniczo. – Zaufaj mi.
Poustawiałam rzeczy na stoliku, obok taboretu i zabrałem się za moją pracę. Podłączyłem suszarkę do prądu i zacząłem suszyć jej włosy, raz czesać je grzebień, a raz szczotką. Gdy włosy były wystarczająco suche rozczesałem je jeszcze raz i spryskałem taką specjalną odżywką.
- Hm.. – zastanawiałem się pod nosem. Stanąłem przed ową dziewoją i przyglądałem się jej.
- Coś ze mną nie tak?
- Cicho, nie przeszkadzaj w myśleniu. – mruknąłem i dalej się na nią gapiłem. – Prostownica czy lokówka? Proste, kręcone a może fale?
- Ja najbardziej lubię.. – chciała skończyć, ale przerwałem jej machając dłonią przed jej oczami. – No okej, już jestem cicho.
Zdecydowany zacząłem kręcić jej tylko końcówki włosów. Jak już skończyłem, spojrzałem na dziewczynę i jęknąłem cicho. Wyglądała pięknie.. Udało mi się.
- Chcesz zobaczyć? – spytałem, posyłając jej delikatny uśmiech. W odpowiedzi energicznie pokiwała głową. Przysunąłem jej lusterko i przygryzając dolną wargę, czekałem na zdanie Berry.
- Człowieku, od dziś jesteś moim prywatnym Strusiem, który jest mym fryzjerem! – krzyknęła uśmiechnięta. – Jak ty to zrobiłeś? Nigdy w życiu nie wyglądałam lepiej. – stwierdziła, patrząc na mnie.
- Również mi się podobasz. – powiedziałem, gryząc się w język. No brawo, Matole Malik. – Znaczy.. no wiesz.. twoje włosy.. i no.. ehm… O Boże. – mruknąłem, chowając twarz w dłoniach z zażenowania. Po chwili usłyszałem śmiech dziewczyny.
- Słodki jesteś - odkryła mi twarz i pocałowała w policzek, po czym przytuliła.
- Dzięki. – szepnąłem. – Pozwolisz, że się na chwilkę oddalę? Chciałbym zmienić te mokre ciuchy.
- Jasne, poczekam. Gnaj do swej garderoby, strusiu.
Zaśmialiśmy się i poszedłem szybko do mojego pokoju i przebrałem się. Czarne rurki, czarna koszulka z logo Guns’ n Roses i ciepłe skarpetki.
Zszedłem na dół (tak, mój pokój jest na piętrze) i spojrzałem na Berry, która wręcz wlepiała we mnie wzrok. Nawet fajne uczucie.
- Coś nie tak? – spytałem.
- Wszystko w jak najlepszym porządku, ale twoja koszulka.. Guns’y! – krzyknęła i podeszła do mnie. – Gdzie ją kupiłeś? – spytała, patrząc się jak zahipnotyzowana na moją bluzkę. Wyglądała trochę jak mumia, czy coś. A teraz się w archeologa bawię?
- Nie pamiętam, to było już dawno – wyjaśniłem – Chcesz ją? Mam jeszcze takich parę.
- Naprawdę?! O Boże, kocham cię, strusiu! – krzyknęła i znowu ucałowała mego polika. Zaśmiałem się i zdjąłem koszulkę, podając ją dziewczynie. Ona odwróciła się do mnie tyłem i szybko zmieniła bluzki. Starałem się nie patrzeć, no ale jednak…
Odwróciła się, a ja posłałem jej uśmiech, badając ją wzrokiem.
- Wyglądasz ślicznie.
***
Nie powiem, że nie, ale lekko się zdziwiłem propozycją Zayn’a. Chciał jej pomóc z włosami? Zayn? Nasz Malik? Przecież jedyne włosy o jakie on dba to jego. Nie rozumiem tej młodzieży.. W sumie to sam do niej należę, ale to pomińmy, dobra?
Co poczułem, gdy Berry odchodziła z Zayn’em?
Pustkę, taką głupią i głuchą. Bo pustka, może taka być, prawda?
Zdziwienie, bo to zachowanie strusia  było dziwne.
Smutek, bo to ja chciałbym jej pomóc.
Złość, bo zrobił to Zayn.
Czyż to nie jest co najmniej chore i zakręcone? Jestem w, ponoć, szczęśliwym związku z kochaną Danielle, ale jestem zazdrosny o Berry, o której tak naprawdę nic nie wiem?
To jest chore i zakręcone.
A macie pojęcie, co jest jeszcze dziwniejsze?
Mam niewyobrażalną chęć zaprosić Berry na randkę.
Dziwne, prawda?
Nie poznaję siebie.
Popatrzyłem na brunetkę, która leżała obok mnie. Od półgodziny tłumaczę jej matematykę, po prostu pomagam jej z zaległościami, a ona nie za bardzo to wszystko rozumie. W sumie, to nie wszyscy mają zdolnośći matematyczne, nie?
- Berry, jeszcze raz, okej? – spytałem, z chęcią wytłumaczenia jej po raz setny jednego przykładu. Nie byłem na nią zły. Ma prawo nie rozumieć. Gdy się skupia marszczy tak śmiesznie nos. Jest wtedy taka słodka i urocza..
- Okej, Liaś. – lubię gdy tak do mnie mówi. Liaś.
- To i to daję to, widzisz?
- Tak, mam oczy.
Zachichotałem lekko i dokończyłem.
- I to dlatego taki wynik.. bo? – spojrzałem na nią z nadzieją w oczach.
- Bo.. – zaczęła się zastanawiać i znowu zmarszczyła tak fajnie nosek. Jest taka słodka i urocza.. powtarzam się? – Gdyby nie było tego, nie dało by się rozwiązać tego równania, i to do kwadratu z tym daję to? Trzeba znaleźć jeszcze x-a, a potem podłożyć te liczby i rozwiązać równanie, tak?
- Tak! – krzyknąłem z uśmiechem. – Rozumiesz?
- Tak. – odwzajemniła uśmiech. – Dzięki, małpiątko. Bez ciebie nie dałabym rady.
- Sadzę inaczej. – wyznałem – Ale niech tak już zostanie. – zaśmialiśmy się wspólnie i potem nastała cisza.
Zrobię to.
- Berry.
- Hm? – mruknęła lekko, patrząc na mnie. Jakie ona ma piękne oczy.. wspominałem kiedyś? Chyba nie.
- Chciałabyś ze mną gdzieś.. no wiesz.. wyjść? – zaproponowałem, spuszczając wzrok.
- Masz na myśli, randkę? – szepnęła.
- No coś w tym stylu.. no chyba, że nie chcesz, czy coś. To rozumiem.
Zachichotała delikatnie – Spokojnie, Liam. Nie denerwuj się.
- Czyli..?
- Przemyślę. – odparła i uśmiechnęła się słodko.
Odwzajemniłem uśmiech.
Znowu cisza.
- Hej! Co tu tak cicho? – do pokoju wpadł Harry i spojrzał na nas.
- Nie wiem jak Liam, ale ja odpoczywam.
- O Boże.. – szepnął Styles. – Co wy żeście tu robili?
- Małpiątko  tłumaczyło mi matmę. – wyjaśniła, wskazując na książki. – I wiesz co, Tarzanie?
- No?
- Zrozumiałam. – uśmiechnęła się w stronę brata, a Harry zaczął jej klaskać.
- Dobrze dla ciebie. – mruknął. – A tak poza tym, Liam. Danielle dzwoniła.
O nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Nie pytaj, błagam.
- Kto to Danielle? – spytała.
No nie, nie nie i nie. Nie odpowiadaj, proszę. Harry..
- Dziewczyna Liam’a, nie chwalił ci się? – odpowiedział i opuścił pokój.
- Masz dziewczynę? – krzyknęła, wstając z łóżka.
- Berry, daj to wytłumaczyć.
- Nie, Liam. Daruj sobie.
- Berry, ale..
- Zapomnij. – szepnęła i wybiegła z pokoju.
Zajebiście.
___________________________________________________
IM BACK!
Wreszcie,  nie? (;
Tak, a więc, dodaję najdłuższy rozdział w całym moim życiu! Ponad 2200 słów, baby!
Z jednej strony to jest mi cholernie wstyd go dodawać, bo bardzo długo nic tu nie było. Jest mi z tego powodu smutno, naprawdę. Przepraszam Was, naprawdę.
Ale z drugiej strony, czuję, że ta przerwa mi pomogła. Bo według mnie, jest to najlepszy rozdział na tym blogu. No ale, to tylko moje zdanie.
Pisałam bez przerwy, ciągle miałam jakiś pomysł. I naprawdę, lubię ten rozdział. I jestem z niego zadowolona w 100%! Wierzycie? Bo ja nie. :) 
Mam nadzieję, że nie straciłam czytelniczek, bądź czytelników, no ale to sie okażę po liczbie komentarzy... :D
W sobotę wyjeżdżam na praktycznie miesiąc nad morze, więc nie wiem czy cokolwiek napiszę i dodam. Tam będę miała i laptopa i internet, ale gorzej jest z czasem.
Jutro staram sie napisać nowy rozdział na moje pozostałe blogi, uda mi sie? No mam nadzieję.
Dobra, już koniec. a i jeszcze, jak macie JAKIES PYTANIA to nie krępujcie sie, piszcie pod postem. (:
JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM!